wtorek, 26 marca 2019

Wiosenne ocieplenie

Już 26 marca, pierwsze oznaki wiosny dookoła widać. Bazie leszczynowe wspaniałe rozkwitły, brzoza także delikatne zalążki bazi w drobnych szypułkach zwiesza z gałązki. Pączki pęcznieją, ale drobnych listków jeszcze nie widać.   Niżej w ogródkach krokusy się mienią barwami soczystymi - fioletu i żółci także bratki wesoło spoglądają na przechodniów. Kotków jakby mniej, zaledwie dwa widzę, a w ubiegłym roku było pięć. W domu zajęć jak zawsze nadmiar, posiłki przecież przyrządzam sama, z pieskiem już tylko raz dziennie na spacer idę, nie daje rady mała wejść po schodach, czasem zanieść się pozwoli, ale rzadko, częściej ząbki wysuwa, samodzielna taka... i w domu ze dwie kałuże dziennie niestety. Taki żywot miłośników zwierzątek, radość i zajęcie nieskończone. Mietek swoje przy biurku pisze, wspomnienia wypraw z czasów młodości w ładnym kształcie książki-przewodnika turysty przygodnego po Bieszczadach się ukażą niedługo. Ja z kolei utknęłam w Kształtach Słów, tam wszystkie moje literackie prace i próbki literackie. Dużo jest portali literackich w Internecie, około 20 znam, do 6 czasem zaglądam, w jednym dwóch sobie publikuję, ale postanawiam kontynuować również bloga. Tutaj wklejać swoje utwory. Na dzisiaj wybrałam wiersz pod tytułem "ocean życia" który swoją formą zbliżony jest do  sonetów Adama Asnyka

Ocean życia

Ocean życia płynie myślą Boga,
nikt nie zna jego początku i końca.
Dlatego w ludziach mieszka czasu trwoga,
w morzu i górach wśród promieni słońca.
Kto myślą pragnie poznać niewiadome,
wytęża rozum, aż do bólu źrenic,
więc  Bóg pozwoli, ażeby świadomie
poznał odsłony przeróżnych  tajemnic.
Człowiek choć mały, a przecież ma duszę,
co nie rozpłynie się jak dym po chwili,
taką  podobną i skłonną do wzruszeń.
Czasem nadchodzi snów dobre spełnienie,
kiedy w niemocy ciało się pochyli,
Bóg wówczas ześle dla duszy olśnienie.
Helena ML
Wczoraj był dzień "Świętości życia", oby każde życie udało się uratować a dziecko wychować. W dzisiejszych czasach nie powinna się wydarzyć historia z mojej ballady. 

 Ballada białego księżyca


Wśród zielonego boru błyszczy piękne jezioro,
jak przed wiekami  pięknem zachwyca.
Bezbrzeżnego lot smutku serce słucha cichutko
opowieści białego księżyca.

Przed wieloma latami tam pojawił się panicz,
konia   szybko  przywiązał do drzewa,
a on wskoczył do łódki i popłynął do młódki
gdzie  pływała tak piękna i zwiewna.

Księżycowe zjawisko  znikło gdy był już blisko,
próżno szukał na fali, wśród fali
i  z  łodzi wyskoczył,  ramionami  otoczył
cień, który  majaczył w oddali.

Lecz to nie ta dziewczyna , topielicy tors trzymał
co dzieciątko tuliła do łona,
przerażony młodzieniec,  nie pomyślał by uciec,
przyholował do łódki choć  konał.

Ale sił wystarczyło,  dodała mu ich miłość,
Anioł Stróż poprowadził do brzegu,
w trawie złożył  brzemię,  księżyc  oświetlił pełniej
i zapłakał z żalu wielkiego.

Wiedział kim ta dziewczyna,  którą w ramionach trzymał,
on ją często  widywał tę młodą,
nieszczęśliwą wszak była, gdy dzieciątko rodziła,
myślał chłopak nad  jeziora wodą.

Biedna matki nie miała za chłopcami biegała
i zdarzyło się dziecko po drodze,
anioł też nie obronił, ani skrzydłem osłonił,
Demon krążył za blisko być może.

Teraz leżą nieżywi,  dookoła ptak kwili,
chłopak ukląkł  też na trawie cicho.
Wybacz Boże złą miłość i życiową zawiłość,
zmysły pomieszało pannie licho

Trzeba powieść do księdza i uprosić by nędza,
miała pogrzeb prawdziwy jak człowiek,
może się też użali i modlitwą ocali
biedną duszę którą ogarnął lęk.

A tak bardzo się bała, z grzechem żyć nie umiała,
że zabrała  swe dziecko do nieba,
Anioł w niebie  też smutny, gdy los widzi okrutny

teraz tuli maleństwo  jak  trzeba.

Helena ML

zdjęcie własne