Problem jakości jest taki. Spotkałam znajomą. Jakie masz fajne klapki - mówię, wygodne? owszem, wygodne ale koślawe - mówi ona i pokazuje mi lekko podwyższone na oko dwu, lub trzy centymetrowe podbicie. Guma miękka, wygodna, ale wykrzywiona mocno. Jakby znajoma ważyła 50 kilo to może klapek wytrzymałby ciężar, a ona waży na oko osiemdziesiąt kilo. Miałam zamienić mówi, ale paragon wyrzuciłam, nie były drogie to nie trzymałam papierka. Można było wymienić, producent powinien przewidzieć, że przy systematycznym nacisku stóp klapki się zdeformują, dać trwalszy materiał. Ten sam problem miałam z torebką - mówię, kupiłam w ubiegłym roku taką niedrogą ze skaju, krój ciekawy, zamknięcie wzmocnione klapką. Niestety klapka okazała się za ciężka w stosunku do materiału z którego zrobiono torbę i wyobraź sobie w miejscu jej wszycia skaj się drze. Myślałam, że ponoszę torbę ze dwa sezony, gdybym wypruła klapkę pewnie jeszcze dzisiaj wyglądałaby dobrze. Paragon również wyrzuciłam, reklamować się nie da. A kilka lat temu nabyłam kozaczki, takie trochę droższe, wyszłam w nich pewnego dnia w czasie odwilży i okazało się, że mocno przeciekają, po dwudziestu krokach w topniejącym śniegu miałam mokre nogi, spróbowałam przejść przez małą kałużę, poczułam jak woda spokojnie przepływa przez but, a ja idę jakbym była boso. I wtedy także nie zostawiłam paragonu. Jakość-bylejakość to duży problem, to strata pieniędzy, dyskomfort a bywa, że i wypadki. A przecież ktoś towar projektuje, ktoś sprawdza wykonanie, chyba, że nie sprawdza, kupuje najtańszy materiał, najtańsze wykonanie i efekt jest taki, że jest wiele zwrotów, ale około 50% ludzi nie reklamuje, więc sprzedaż i tak daje zyski.
sobota, 21 czerwca 2014
piątek, 20 czerwca 2014
Mama
Mama jest po udarze niedokrwiennym, leży już 7 miesięcy, lekarz określa stan jako stabilny. Odwiedzam mamę tak często jak mogę, czyli raz w miesiącu. Nie mam samochodu więc jadę PKS lub PKS_PKP od sześciu do czterech godzin - ostatnio znalazłam lepsze połączenie więc teraz będe z niego korzystała. Rodzina miejscowa bywa i dwa, trzy razy w tygodniu, sąsiadki dosyć rzadko, mogłyby częściej, bo żaden chory nie lubi samotności. Mama jest miłą staruszką i opieka w tej chwili nie jest już uciążliwa. Przekonuję rodzinę, żeby od czasu do czasu wynajęła opiekunkę, ale nie bardzo chcą, radzimy sobie - mówią. Opieka nie byłaby droga, przekonuję, warto na dwa dni w tygodniu wziąć opiekunkę... Bratowa unosi się honorem a może po prostu nie lubi obcych ludzi, jak się jej kręcą po mieszkaniu, w domu są już przecież trzy kobiety ... wystarczy i trochę pieniędzy zostanie w kasie domowej. Nie nalegam, mam zaufanie...Smutno mi, bo nie wrócą już czasy wspomnień, wspólnego oglądania fotografii. Ale umysł jeszcze jasny, więc kontakt jest, trochę skromniejszy, ale i tak cudowny, po tak rozległym udarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)