Emeryci powinni prawdopodobnie spędzać czas do wyjaśnienia zagrożenia w domu, najlepiej przy dobrym programie TV, ulubionej robótce, także ciekawej lekturze, ja na nowo rozsmakowuję się w powieściach Marii Kuncewiczowej, serdecznie polecam.
W kręgu lektur (Damy Literatury)
Maria Kuncewiczowa – znana polska pisarka i eseistka, urodziła się 30 października 1895 w Samarze, zm. 15 lipca 1989 w Lublinie , była tłumaczką, wykładała na University of Chicago, w Anglii została mianowana wiceprezeską PEN-Clubu w latach 1940–1946. Przeżyła dwie wojny światowe, była także świadkiem przemian Solidarnościowych. Urodziła się w czasie kiedy Polska była pod zaborami i wielu rodaków kończyło Szkoły Techniczne i Uniwersytety w Moskwie, Berlinie, Wiedniu, ale także w Warszawie, Lwowie, Wilnie lub Krakowie gdzie wykładano przez szereg lat również tylko w językach zaborców. Wybierali rodacy później pracę w miejscach, które dawały nadzieję na w miarę spokojne życie, lub stabilizację materialną. Ci którzy występowali przeciwko władzy byli natomiast więzieni, zsyłani do odległych miejscowości lub obozów pracy, albo uciekali do Francji, Anglii i jeszcze dalej.
Dosyć dawno temu, zapewne we wczesnych latach osiemdziesiątych przeczytałam powieść Marii Kuncewiczowej Tristan 1946, pamiętam, że byłam pod dużym wrażeniem tej książki, jako literackiego odkrycia , ale fabuła zupełnie zatarła się w mojej pamięci. Na pewno były tam lęki jakie niosła II Wojna Światowa, trudna emigracyjna miłość i próby ułożenia sobie życia. Wpisywała się fabuła w historię mityczną o Tristanie i Izoldzie… ale nie pamiętam zakończenia… Czas następujący po jej przeczytaniu był bogaty w wydarzenia, u mnie natomiast w gromadzenie lęków w podświadomości, zupełnie irracjonalnych przez potrzebę absolutnej czystości i świętości, sparaliżował moje życie do istnienia w charakterze wegetacji rośliny, wygumkował wiele miejsc w pamięci. Czas uda się je jeszcze odtworzyć, przy pomocy wspomnień, mniej fotografii, których wówczas nie robił nikt z mojego bliskiego otoczenia, więc są naprawdę sporadyczne, inaczej niż dzisiaj, kiedy wszyscy zdjęciami upamiętniają nieomal każdy dzień
Rok temu byliśmy z mężem na wycieczce bibliotekarzy z miasta w którym mieszkam – Elbląga. Wśród odwiedzanych miejsc był urokliwy Kazimierz Dolny i Muzeum Nadwiślańskie w Domu Marii i Jerzego Kuncewiczów, nazwanym Willą pod Wiewiórką. Tak się jednak złożyło, że muzeum było zamknięte z powodu remontu, mimo że miało być celem wycieczki. Kazimierz natomiast zwiedzaliśmy, szukając tam śladów pisarki i przeszłości polsko-żydowskiej, zawędrowaliśmy pod synagogę, obejrzeliśmy staw i miejsce po strudze, gdzie narodził się portret żydowskiego dziecka, oblewającego się konewką wody z miejscowego niezbyt czystego strumyka…… pełen świetlistych odcieni słońca. Jedliśmy lody przy studni i oglądaliśmy występy ulicznych mimów i grajków . Otrzymaliśmy też przewodnik po Kazimierzu Dolnym, jako rekompensatę niefortunnego zamknięcia przed nami obiektu Muzeum Nadwiślańskiego. Niedawno wśród pamiątek odnalazłam przewodnik i postanowiłam przeczytać inne powieści Marii Kuncewiczowej, jako pierwszą w kolejce do czytania wypożyczyłam "Fantomy", zadziwił mnie tytuł. Fantom kojarzył mi się z modelem anatomicznym, słownik tłumaczy też iż jest o zjawa, przywidzenie. Trafiłam wówczas na fragment
(cytat) „Tytuł nastręczył się w związku z pewnym wydarzeniem we Francji około półtora roku temu. Młody człowiek traci narzeczoną w wypadku samochodowym na dzień przed ślubem, na pogrzeb zjawia się w stroju ślubnym i wkłada dziewczynie do trumny klucz od wspólnego mieszkania. W błysku dziennikarskiego fleszu zobaczyłam ziemię jako wspólne mieszkanie, żywych i umarłych, prawdziwych i fikcyjnych. I siebie – fantom nawiedzający różne domy i kraje”… a dalej autorka pisze, że „fantomy zostały zamierzone jako opis rozlicznych mieszkań-namiotów, po drodze, gdzie się umrze u siebie, we własnych ścianach, na własnej ziemi.” Fantomy PAX 1971 s. 81
Jest więc książka rodzajem powieści biograficznej składającej się ze zbioru felietonów włożonych w jej formę. Znajdziemy tutaj szereg obrazów ze spotkań z ludźmi : emigracyjnych znajomości i przyjaźni, kolejnych mieszkań, wydarzeń rodzinnych, obrazów wojen, narodzin dzieci własnych i u rodzin zaprzyjaźnionych, pożegnań miejsc, krajów i ludzi, które pisarka układa w dowolnej kolejności, tak jak pamięć lub spotkanie po latach wpisuje je w obraz opisywanej rzeczywistości.
„W Warszawie nauczyłam się odróżniać siebie od innych istot. W Płocku próbowałam latać. We Włocławku skończyło się na pozór, razem z babcią, moje dzieciństwo. Maria Kuncewiczowa „Fantomy” PAX 1971 s. 66.
Powieść czytałam z ogromnym szacunkiem dla pamięci autorki, która bardzo dokładnie opisuje wnętrza mieszkań, architekturę domów. Czytając oddycha się atmosferą opisywanych miejsc w Polsce, w Anglii w Ameryce, byłej Jugosławii …. Szczególna jest atmosfera przedwojennej Warszawy, Wiednia czy Kazimierza, gdzie Maria Kuncewiczowa opisuje wiejską i żydowską ludność miasteczka, które przed wojną staje się modnym, chętnie odwiedzanym przez twórców kultury i malarzy miejscem, a także wojenny Londyn gdzie rytm dnia wpisywany bywa w czas między nalotami, gromadząc ludzi w piwnicach. Gdzie spotyka się również po wojnie Polonia, prowadząc ożywione dyskusje o swoim osadzeniu w czasie, dokonuje wyborów.
„Odległość Oxfordu od Londynu okazała się astronomiczna, w Londynie była wojna, - w Dorchesterze kartki na żywność. Związek między tymi zjawiskami wyglądał niejasno. Pociski spadające na okoliczne lotniska i dworce nie podobały się, bo sprawiały hałas i męczyły straż ogniową, mali cocneye ze zwęglonych szkół także się nie podobali, nie mieli manier i dawali zły przykład. Podobały się stokrotki, cielęta, psy, Yorkshire pudding i rodzina królewska. Churchill, ponieważ był premierem, chociaż po cichu mówiło się o tym, że jako mały chłopiec wrzucił do stawu starszego brata” , … Maria Kuncewiczowa” Fantomy” PAX 1971; s. 16
Myślę, że niewielu pisarzy umie tak zachwycić czytelnika opisywanymi detalami, albo opisem doznań własnych, jakby na pograniczu myśli kolejnych posadowionych, duchem wskrzeszającym czas miniony, w sposób bardzo osobisty, ciekawszy od podręcznikowej wiedzy. Przewijają się we wspomnieniach także kolejne napisane już i wydane powieści, kanwa ich powstawania. Spotkania z ludźmi i światem z czasu do powstania wolnej Polski w roku 1918, dwudziestolecia międzywojennego i długich okresów na emigracji, począwszy od roku 1939, do powrotu do własnego domu w Kazimierzu Dolnym. Powrót pamięci do miejsc i ludzi serdecznie zapamiętanych, albo ciekawych rozmów, łącznie z relacją z wrażeń po audycjach o podboju Kosmosu w latach sześćdziesiątych.
W 1938 roku Maria Kuncewiczowa została laureatką Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury, w 1937 - nagrody literackiej miasta Warszawy. Jej powieść „Cudzoziemka” zaliczana jest do najważniejszych osiągnięć prozy psychologicznej okresu międzywojennego, w roku 1982 otrzymała nagrodę Polskiego Ośrodka Stowarzyszenia Kultury Europejskiej SEC , a Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie przyznał jej tytuł doktora honoris causa. Dokonania twórcze a także krzewienia Kultury Polskiej za granicą stawiają pisarkę w rzędzie najwybitniejszych Polek XX wieku, obok Zofii Kossak-Szczuckiej i Zofii Nałkowskiej.
Helena ML
https://culture.pl/pl/tworca/maria-kuncewiczowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Kuncewiczowa
Dosyć dawno temu, zapewne we wczesnych latach osiemdziesiątych przeczytałam powieść Marii Kuncewiczowej Tristan 1946, pamiętam, że byłam pod dużym wrażeniem tej książki, jako literackiego odkrycia , ale fabuła zupełnie zatarła się w mojej pamięci. Na pewno były tam lęki jakie niosła II Wojna Światowa, trudna emigracyjna miłość i próby ułożenia sobie życia. Wpisywała się fabuła w historię mityczną o Tristanie i Izoldzie… ale nie pamiętam zakończenia… Czas następujący po jej przeczytaniu był bogaty w wydarzenia, u mnie natomiast w gromadzenie lęków w podświadomości, zupełnie irracjonalnych przez potrzebę absolutnej czystości i świętości, sparaliżował moje życie do istnienia w charakterze wegetacji rośliny, wygumkował wiele miejsc w pamięci. Czas uda się je jeszcze odtworzyć, przy pomocy wspomnień, mniej fotografii, których wówczas nie robił nikt z mojego bliskiego otoczenia, więc są naprawdę sporadyczne, inaczej niż dzisiaj, kiedy wszyscy zdjęciami upamiętniają nieomal każdy dzień
Rok temu byliśmy z mężem na wycieczce bibliotekarzy z miasta w którym mieszkam – Elbląga. Wśród odwiedzanych miejsc był urokliwy Kazimierz Dolny i Muzeum Nadwiślańskie w Domu Marii i Jerzego Kuncewiczów, nazwanym Willą pod Wiewiórką. Tak się jednak złożyło, że muzeum było zamknięte z powodu remontu, mimo że miało być celem wycieczki. Kazimierz natomiast zwiedzaliśmy, szukając tam śladów pisarki i przeszłości polsko-żydowskiej, zawędrowaliśmy pod synagogę, obejrzeliśmy staw i miejsce po strudze, gdzie narodził się portret żydowskiego dziecka, oblewającego się konewką wody z miejscowego niezbyt czystego strumyka…… pełen świetlistych odcieni słońca. Jedliśmy lody przy studni i oglądaliśmy występy ulicznych mimów i grajków . Otrzymaliśmy też przewodnik po Kazimierzu Dolnym, jako rekompensatę niefortunnego zamknięcia przed nami obiektu Muzeum Nadwiślańskiego. Niedawno wśród pamiątek odnalazłam przewodnik i postanowiłam przeczytać inne powieści Marii Kuncewiczowej, jako pierwszą w kolejce do czytania wypożyczyłam "Fantomy", zadziwił mnie tytuł. Fantom kojarzył mi się z modelem anatomicznym, słownik tłumaczy też iż jest o zjawa, przywidzenie. Trafiłam wówczas na fragment
(cytat) „Tytuł nastręczył się w związku z pewnym wydarzeniem we Francji około półtora roku temu. Młody człowiek traci narzeczoną w wypadku samochodowym na dzień przed ślubem, na pogrzeb zjawia się w stroju ślubnym i wkłada dziewczynie do trumny klucz od wspólnego mieszkania. W błysku dziennikarskiego fleszu zobaczyłam ziemię jako wspólne mieszkanie, żywych i umarłych, prawdziwych i fikcyjnych. I siebie – fantom nawiedzający różne domy i kraje”… a dalej autorka pisze, że „fantomy zostały zamierzone jako opis rozlicznych mieszkań-namiotów, po drodze, gdzie się umrze u siebie, we własnych ścianach, na własnej ziemi.” Fantomy PAX 1971 s. 81
Jest więc książka rodzajem powieści biograficznej składającej się ze zbioru felietonów włożonych w jej formę. Znajdziemy tutaj szereg obrazów ze spotkań z ludźmi : emigracyjnych znajomości i przyjaźni, kolejnych mieszkań, wydarzeń rodzinnych, obrazów wojen, narodzin dzieci własnych i u rodzin zaprzyjaźnionych, pożegnań miejsc, krajów i ludzi, które pisarka układa w dowolnej kolejności, tak jak pamięć lub spotkanie po latach wpisuje je w obraz opisywanej rzeczywistości.
„W Warszawie nauczyłam się odróżniać siebie od innych istot. W Płocku próbowałam latać. We Włocławku skończyło się na pozór, razem z babcią, moje dzieciństwo. Maria Kuncewiczowa „Fantomy” PAX 1971 s. 66.
Powieść czytałam z ogromnym szacunkiem dla pamięci autorki, która bardzo dokładnie opisuje wnętrza mieszkań, architekturę domów. Czytając oddycha się atmosferą opisywanych miejsc w Polsce, w Anglii w Ameryce, byłej Jugosławii …. Szczególna jest atmosfera przedwojennej Warszawy, Wiednia czy Kazimierza, gdzie Maria Kuncewiczowa opisuje wiejską i żydowską ludność miasteczka, które przed wojną staje się modnym, chętnie odwiedzanym przez twórców kultury i malarzy miejscem, a także wojenny Londyn gdzie rytm dnia wpisywany bywa w czas między nalotami, gromadząc ludzi w piwnicach. Gdzie spotyka się również po wojnie Polonia, prowadząc ożywione dyskusje o swoim osadzeniu w czasie, dokonuje wyborów.
„Odległość Oxfordu od Londynu okazała się astronomiczna, w Londynie była wojna, - w Dorchesterze kartki na żywność. Związek między tymi zjawiskami wyglądał niejasno. Pociski spadające na okoliczne lotniska i dworce nie podobały się, bo sprawiały hałas i męczyły straż ogniową, mali cocneye ze zwęglonych szkół także się nie podobali, nie mieli manier i dawali zły przykład. Podobały się stokrotki, cielęta, psy, Yorkshire pudding i rodzina królewska. Churchill, ponieważ był premierem, chociaż po cichu mówiło się o tym, że jako mały chłopiec wrzucił do stawu starszego brata” , … Maria Kuncewiczowa” Fantomy” PAX 1971; s. 16
Myślę, że niewielu pisarzy umie tak zachwycić czytelnika opisywanymi detalami, albo opisem doznań własnych, jakby na pograniczu myśli kolejnych posadowionych, duchem wskrzeszającym czas miniony, w sposób bardzo osobisty, ciekawszy od podręcznikowej wiedzy. Przewijają się we wspomnieniach także kolejne napisane już i wydane powieści, kanwa ich powstawania. Spotkania z ludźmi i światem z czasu do powstania wolnej Polski w roku 1918, dwudziestolecia międzywojennego i długich okresów na emigracji, począwszy od roku 1939, do powrotu do własnego domu w Kazimierzu Dolnym. Powrót pamięci do miejsc i ludzi serdecznie zapamiętanych, albo ciekawych rozmów, łącznie z relacją z wrażeń po audycjach o podboju Kosmosu w latach sześćdziesiątych.
W 1938 roku Maria Kuncewiczowa została laureatką Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury, w 1937 - nagrody literackiej miasta Warszawy. Jej powieść „Cudzoziemka” zaliczana jest do najważniejszych osiągnięć prozy psychologicznej okresu międzywojennego, w roku 1982 otrzymała nagrodę Polskiego Ośrodka Stowarzyszenia Kultury Europejskiej SEC , a Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie przyznał jej tytuł doktora honoris causa. Dokonania twórcze a także krzewienia Kultury Polskiej za granicą stawiają pisarkę w rzędzie najwybitniejszych Polek XX wieku, obok Zofii Kossak-Szczuckiej i Zofii Nałkowskiej.
Helena ML
https://culture.pl/pl/tworca/maria-kuncewiczowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Kuncewiczowa
Helena ML