poniedziałek, 2 marca 2020

Koronawirus i "Damy Literatury"

Pojawił się  około miesiąca temu. Na początku mało było wiadomości o rozprzestrzenianiu się tego wirusa. Wiadomo, że pojawił się w wykładanej na targowisku w mieście Wuhan w Chinach żywności. To ogromne, ponad dziesięciomilionowe miasto, stamtąd wirus przeniósł się do innych krajów. W Chinach zarażonych ma być, około 100 tysięcy ludzi, ale połowa podobno już zwalczyła chorobę, czy zwierzęta również na nią zapadają, nie wiem, prawdopodobnie tak.  Służba Zdrowia jest w gotowości, informacje, mimo uspokajania ludzi, dosyć niepokojące. Przygotowywanie oddziałów w szpitalach dla chorych, dokładne kontrole przy przekraczaniu granicy, zalecenia kupowania maseczek, nie wchodzenia w duże skupiska ludzi. Poza tym obszary objęte kwarantanną, wśród których są już nawet dzielnice Włoch.  Paniki nie ma, ale niepokój jest, niepokój i wiara, że Koronawirus okaże się tylko nieco ostrzejszym rodzajem grypy, która również ujawnia się obecnie w okresie przedwiośnia w wielu krajach.
Emeryci powinni  prawdopodobnie spędzać czas do wyjaśnienia zagrożenia w domu, najlepiej przy dobrym programie TV,  ulubionej robótce,  także ciekawej  lekturze,  ja na nowo rozsmakowuję się w powieściach Marii Kuncewiczowej, serdecznie polecam. 

W kręgu lektur (Damy Literatury)
Maria Kuncewiczowa – znana polska pisarka i eseistka, urodziła się 30 października 1895 w Samarze, zm. 15 lipca 1989 w Lublinie , była tłumaczką, wykładała na University of Chicago, w Anglii została mianowana wiceprezeską PEN-Clubu w latach 1940–1946. Przeżyła dwie wojny światowe, była także świadkiem przemian Solidarnościowych. Urodziła się w czasie kiedy Polska była pod zaborami i wielu rodaków kończyło Szkoły Techniczne i Uniwersytety w Moskwie, Berlinie, Wiedniu, ale także w Warszawie, Lwowie, Wilnie lub Krakowie gdzie wykładano przez szereg lat również tylko w językach zaborców. Wybierali rodacy później pracę w miejscach, które dawały nadzieję na w miarę spokojne życie, lub stabilizację materialną. Ci którzy występowali przeciwko władzy byli natomiast więzieni, zsyłani do odległych miejscowości lub obozów pracy, albo uciekali do Francji, Anglii i jeszcze dalej.
Dosyć dawno temu, zapewne we wczesnych latach osiemdziesiątych przeczytałam powieść Marii Kuncewiczowej Tristan 1946, pamiętam, że byłam pod dużym wrażeniem tej książki, jako literackiego odkrycia , ale fabuła zupełnie zatarła się w mojej pamięci. Na pewno były tam lęki jakie niosła II Wojna Światowa, trudna emigracyjna miłość i próby ułożenia sobie życia. Wpisywała się fabuła w historię mityczną o Tristanie i Izoldzie… ale nie pamiętam zakończenia… Czas następujący po jej przeczytaniu był bogaty w wydarzenia, u mnie natomiast w gromadzenie lęków w podświadomości, zupełnie irracjonalnych przez potrzebę absolutnej czystości i świętości, sparaliżował moje życie do istnienia w charakterze wegetacji rośliny, wygumkował wiele miejsc w pamięci. Czas uda się je jeszcze odtworzyć, przy pomocy wspomnień, mniej fotografii, których wówczas nie robił nikt z mojego bliskiego otoczenia, więc są naprawdę sporadyczne, inaczej niż dzisiaj, kiedy wszyscy zdjęciami upamiętniają nieomal każdy dzień
Rok temu byliśmy z mężem na wycieczce bibliotekarzy z miasta w którym mieszkam – Elbląga. Wśród odwiedzanych miejsc był urokliwy Kazimierz Dolny i Muzeum Nadwiślańskie w Domu Marii i Jerzego Kuncewiczów, nazwanym Willą pod Wiewiórką. Tak się jednak złożyło, że muzeum było zamknięte z powodu remontu, mimo że miało być celem wycieczki. Kazimierz natomiast zwiedzaliśmy, szukając tam śladów pisarki i przeszłości polsko-żydowskiej, zawędrowaliśmy pod synagogę, obejrzeliśmy staw i miejsce po strudze, gdzie narodził się portret żydowskiego dziecka, oblewającego się konewką wody z miejscowego niezbyt czystego strumyka…… pełen świetlistych odcieni słońca. Jedliśmy lody przy studni i oglądaliśmy występy ulicznych mimów i grajków . Otrzymaliśmy też przewodnik po Kazimierzu Dolnym, jako rekompensatę niefortunnego zamknięcia przed nami obiektu Muzeum Nadwiślańskiego. Niedawno wśród pamiątek odnalazłam przewodnik i postanowiłam przeczytać inne powieści Marii Kuncewiczowej, jako pierwszą w kolejce do czytania wypożyczyłam "Fantomy", zadziwił mnie tytuł. Fantom kojarzył mi się z modelem anatomicznym, słownik tłumaczy też iż jest o zjawa, przywidzenie. Trafiłam wówczas na fragment
(cytat) „Tytuł nastręczył się w związku z pewnym wydarzeniem we Francji około półtora roku temu. Młody człowiek traci narzeczoną w wypadku samochodowym na dzień przed ślubem, na pogrzeb zjawia się w stroju ślubnym i wkłada dziewczynie do trumny klucz od wspólnego mieszkania. W błysku dziennikarskiego fleszu zobaczyłam ziemię jako wspólne mieszkanie, żywych i umarłych, prawdziwych i fikcyjnych. I siebie – fantom nawiedzający różne domy i kraje”… a dalej autorka pisze, że „fantomy zostały zamierzone jako opis rozlicznych mieszkań-namiotów, po drodze, gdzie się umrze u siebie, we własnych ścianach, na własnej ziemi.” Fantomy PAX 1971 s. 81
Jest więc książka rodzajem powieści biograficznej składającej się ze zbioru felietonów włożonych w jej formę. Znajdziemy tutaj szereg obrazów ze spotkań z ludźmi : emigracyjnych znajomości i przyjaźni, kolejnych mieszkań, wydarzeń rodzinnych, obrazów wojen, narodzin dzieci własnych i u rodzin zaprzyjaźnionych, pożegnań miejsc, krajów i ludzi, które pisarka układa w dowolnej kolejności, tak jak pamięć lub spotkanie po latach wpisuje je w obraz opisywanej rzeczywistości.
„W Warszawie nauczyłam się odróżniać siebie od innych istot. W Płocku próbowałam latać. We Włocławku skończyło się na pozór, razem z babcią, moje dzieciństwo. Maria Kuncewiczowa „Fantomy” PAX 1971 s. 66.
Powieść czytałam z ogromnym szacunkiem dla pamięci autorki, która bardzo dokładnie opisuje wnętrza mieszkań, architekturę domów. Czytając oddycha się atmosferą opisywanych miejsc w Polsce, w Anglii w Ameryce, byłej Jugosławii …. Szczególna jest atmosfera przedwojennej Warszawy, Wiednia czy Kazimierza, gdzie Maria Kuncewiczowa opisuje wiejską i żydowską ludność miasteczka, które przed wojną staje się modnym, chętnie odwiedzanym przez twórców kultury i malarzy miejscem, a także wojenny Londyn gdzie rytm dnia wpisywany bywa w czas między nalotami, gromadząc ludzi w piwnicach. Gdzie spotyka się również po wojnie Polonia, prowadząc ożywione dyskusje o swoim osadzeniu w czasie, dokonuje wyborów.
„Odległość Oxfordu od Londynu okazała się astronomiczna, w Londynie była wojna, - w Dorchesterze kartki na żywność. Związek między tymi zjawiskami wyglądał niejasno. Pociski spadające na okoliczne lotniska i dworce nie podobały się, bo sprawiały hałas i męczyły straż ogniową, mali cocneye ze zwęglonych szkół także się nie podobali, nie mieli manier i dawali zły przykład. Podobały się stokrotki, cielęta, psy, Yorkshire pudding i rodzina królewska. Churchill, ponieważ był premierem, chociaż po cichu mówiło się o tym, że jako mały chłopiec wrzucił do stawu starszego brata” , … Maria Kuncewiczowa” Fantomy” PAX 1971; s. 16
Myślę, że niewielu pisarzy umie tak zachwycić czytelnika opisywanymi detalami, albo opisem doznań własnych, jakby na pograniczu myśli kolejnych posadowionych, duchem wskrzeszającym czas miniony, w sposób bardzo osobisty, ciekawszy od podręcznikowej wiedzy. Przewijają się we wspomnieniach także kolejne napisane już i wydane powieści, kanwa ich powstawania. Spotkania z ludźmi i światem z czasu do powstania wolnej Polski w roku 1918, dwudziestolecia międzywojennego i długich okresów na emigracji, począwszy od roku 1939, do powrotu do własnego domu w Kazimierzu Dolnym. Powrót pamięci do miejsc i ludzi serdecznie zapamiętanych, albo ciekawych rozmów, łącznie z relacją z wrażeń po audycjach o podboju Kosmosu w latach sześćdziesiątych.
W 1938 roku Maria Kuncewiczowa została laureatką Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury, w 1937 - nagrody literackiej miasta Warszawy. Jej powieść „Cudzoziemka” zaliczana jest do najważniejszych osiągnięć prozy psychologicznej okresu międzywojennego, w roku 1982 otrzymała nagrodę Polskiego Ośrodka Stowarzyszenia Kultury Europejskiej SEC , a Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie przyznał jej tytuł doktora honoris causa. Dokonania twórcze a także krzewienia Kultury Polskiej za granicą stawiają pisarkę w rzędzie najwybitniejszych Polek XX wieku, obok Zofii Kossak-Szczuckiej i Zofii Nałkowskiej.
Helena ML
https://culture.pl/pl/tworca/maria-kuncewiczowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Kuncewiczowa
Helena ML

Środa Popielcowa



26 lutego rozpoczął się w tym roku Wielki Post, byliśmy z mężem w naszym parafialnym kościele, p.w. świętego Rafała Kalinowskiego, posypani popiołem po raz kolejny odczuliśmy wyraźnie przemijalność ludzkiego życia. Nie tylko człowiek, ale każde stworzenie zamrze, zamieni się w proch. To co po nas zostanie na Ziemi to myśli bliskich, wytwory kultury materialnej, dzieła duchowe. Obiecane życie wieczne czasem koi niepokój odejścia, ale bywają dni, że napełnia nowym smutkiem, co będzie, jeżeli nie wypalimy w sobie wystarczającej szlachetnej struktury duchowej. Śmierć wieczna budzi przerażenie, dokładamy siły woli i pracy,  żeby jednak skierować się w stronę szlachetnych porywów serca, umysł się uspokaja, może Bóg doceni nasze starania... miłość szlachetności i piękna. 

Środa Popielcowa
Popiół na głowach
Jest znakiem tymczasowości
życia ziemskiego, słabości ciała.
Dusza chce żyć w wieczności,
w pełni łask Bożych.
Przyjmuję zobowiązanie Wielkopostne:
umartwienie,
modlitwa.
pokuta.
czyny miłosierdzia
- Jestem katolikiem,
nie zawiodę mojego Stwórcy


W rękach Boga
Los każdego w rękach  Boga,
nie zmieni  go człowiek.
Wszystkie  starania
to wzór już zapisany.
Na karcie Stworzyciela
kropki, kreski, labirynt.
Idziemy drogą wyznaczoną
w dniu narodzin.
Jeżeli zaufam Bożej łasce,
podziękuję  za każdą chwilę,
zbawi mnie mój Pan.
To jedna z tajemnic
zmartwychwstania ciała

Helena ML