poniedziałek, 29 grudnia 2014

Jeszcze świątecznie


Narodziło się dzieciątko Boże w Betlejem,
byli przy tym ludzie prości,
potem przywędrowali trzej królowie
i wielu innych gości.
A ono rosło, piękniało,
wyższe nad berło i koronę.
To dzięki temu Dziecięciu
niebo dla ludzi otworzone


Radości którą przyniosły Święta 
Bożego Narodzenia,
miłości która świat odmienia,
a także szczęścia w Nowym Roku 2015,
pokoju w sercu i na świecie życzy Helena

Minęły już Święta Bożego Narodzenia 2014 roku. Było ciepło, rodzinnie, wzruszająco i cztery wolne dni. A od dzisiaj znów większość z nas w pracy.  Śnieg pada od wczoraj, to zima nareszcie zdecydowała się przyjść. Witamy, witamy!  już dzieci wyciągnęły sanki i lepią białe bałwanki. Ładnie jest zimą u nas i niezbyt mroźna, co cieszy.

sobota, 19 lipca 2014

Myśli

Byłam na pielgrzymce w Wilnie. Staliśmy u stóp Matki Bożej Ostrobramskiej. Modliliśmy się w intencjach własnych i pokoju na Ziemi. Matka Boża z zatroskaniem wsłuchiwała się w intencje, może wspomoże ludzi dobrej woli. Byłam wzruszona, tyle tam śladów polskości - Uniwersytet Wileński, Mickiewicz, Słowacki, Filomaci, wcześniej królowie Polski i Litwy.  Litwa to piękny kraj, pełen jezior, lasów, rzek. Życie tam toczy się jakby wolniej, nie ma jeszcze tylu autostrad, mniej turystów i samochodów, tam powietrzem naprawdę się   oddycha. Prawdopodobnie niegdyś Litwa była w całości, poza terenem dzisiejszych granic państwowych krajem słowiańskim. Założyciele i królowie Litwy to byli Słowianie pograniczni, mieszkający między Polską a ówczesną Rusią. Więc Jagiełło i Witold byli Słowianami. Północ kraju natomiast zamieszkiwały ludy prusko-łotewskie. Kiedy Krzyżacy nawracali  Prusów na chrześcijaństwo, a czynili to przy pomocy mieczy, ci uciekając dołączyli do mieszkającej na północnym wschodzie  ludności i  zaludnili pogańskie wówczas tereny północnej Litwy. Zachowali język i obyczaje i z czasem stworzyli własną państwowość, zachowując dla niej nazwę słowiańskiej niegdyś wielkiej Litwy. Litwini dzisiejsi są więc potomkami narodu pruskiego.

sobota, 21 czerwca 2014

Jakość - bylejakość

Problem jakości jest taki. Spotkałam znajomą. Jakie masz fajne klapki - mówię, wygodne? owszem, wygodne ale koślawe -  mówi ona i pokazuje mi lekko podwyższone na oko dwu, lub trzy centymetrowe podbicie. Guma miękka, wygodna, ale wykrzywiona mocno. Jakby znajoma ważyła 50 kilo to może klapek wytrzymałby ciężar, a ona waży na oko osiemdziesiąt kilo. Miałam zamienić mówi, ale paragon wyrzuciłam, nie były drogie to nie trzymałam papierka. Można było wymienić, producent powinien przewidzieć, że przy systematycznym nacisku stóp klapki  się zdeformują, dać trwalszy materiał. Ten sam problem miałam z torebką - mówię, kupiłam w ubiegłym roku  taką niedrogą ze skaju, krój ciekawy, zamknięcie wzmocnione klapką. Niestety klapka okazała się za ciężka w stosunku do materiału z którego zrobiono torbę i wyobraź sobie w miejscu jej wszycia skaj się drze. Myślałam, że ponoszę torbę ze dwa sezony, gdybym wypruła klapkę pewnie jeszcze dzisiaj wyglądałaby dobrze. Paragon również wyrzuciłam, reklamować się nie da. A kilka lat temu nabyłam kozaczki, takie trochę droższe, wyszłam w nich pewnego dnia w czasie odwilży i okazało się, że mocno przeciekają, po dwudziestu krokach w topniejącym śniegu miałam mokre nogi, spróbowałam przejść przez małą kałużę, poczułam jak woda spokojnie przepływa przez but, a ja idę jakbym była boso. I wtedy także nie zostawiłam paragonu. Jakość-bylejakość to duży problem, to strata pieniędzy, dyskomfort a bywa, że i wypadki. A przecież ktoś  towar projektuje, ktoś sprawdza wykonanie, chyba, że nie sprawdza, kupuje najtańszy materiał, najtańsze wykonanie i efekt jest taki, że jest wiele zwrotów, ale około 50% ludzi nie reklamuje, więc sprzedaż i tak daje zyski.

piątek, 20 czerwca 2014

Mama

Mama jest po udarze niedokrwiennym, leży już 7 miesięcy, lekarz określa stan jako stabilny. Odwiedzam mamę tak często jak mogę, czyli raz w miesiącu. Nie mam samochodu więc jadę PKS lub PKS_PKP od sześciu do czterech godzin - ostatnio znalazłam lepsze połączenie więc teraz będe z niego korzystała. Rodzina miejscowa bywa i dwa, trzy razy w tygodniu, sąsiadki dosyć rzadko, mogłyby częściej, bo żaden chory nie lubi samotności. Mama jest miłą staruszką i opieka w tej chwili nie jest już uciążliwa. Przekonuję rodzinę, żeby od czasu do czasu wynajęła opiekunkę, ale nie bardzo chcą, radzimy sobie - mówią. Opieka nie byłaby droga, przekonuję, warto na dwa dni w tygodniu wziąć opiekunkę... Bratowa unosi się honorem a może po prostu nie lubi obcych ludzi, jak się jej kręcą po mieszkaniu, w domu  są już przecież trzy kobiety ... wystarczy i trochę pieniędzy zostanie w kasie domowej. Nie nalegam, mam zaufanie...Smutno mi, bo nie wrócą już czasy wspomnień, wspólnego oglądania fotografii. Ale umysł jeszcze jasny, więc kontakt jest, trochę skromniejszy, ale i tak cudowny, po tak rozległym udarze.

niedziela, 25 maja 2014

Przywiązania

Umiejętność przywiązania do ludzi może być  darem pozytywnym, może jednak także ograniczać wolność drugiego człowieka, czasem także naszą. Trzeba się z tym pogodzić, że niektóre przyjaźnie się zakończą, otworzyć się na nowe możliwości. Trzeba się pogodzić z tym, że nawet nasi najbliżsi bedą wobec nas nieprzyjemnie krytyczni, bo każdy określa bliźniego przez pryzmat własnej osobowości i oczekiwań, więc jeżeli ocena będzie krytyczna nie ze względu na wady, a inny typ charakteru nie należy się załamywać. Przywiązanie do drobiazgów również ogranicza. Trzeba umieć porządkować zarówno sprawy sercowe jak szafy. Wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy wymaga dużej samodyscypliny. Sa ludzie którzy robią to z łatwością, inni latami odkładają wyrzucenie wyszczerbionego kubeczka, bo miał taki ładny wzorek, za ciasnej spódnicy, bo może za dwa lata schudnę... To ja zapewne. Zasobność szaf i szafek natomiast skromna zwykle, bez selekcji nie pozwala na dokładanie coraz nowych rzeczy. Więc może to rodzaj ukrytego przywiązania do oszczędzania. Jednak nie jestem przesadnie oszczędna. Mąż umie porządkować szafy, jest także oszczędny, zawsze robi dokładną listę zakupów i nie da się do tej listy przemycić żadnej dodatkowej smacznej lub kolorowej rzeczy. Jego skłonność do oszczędności kończy się jednak w dziale promocji. Twierdzi, że oszczędza wówczas, jeżeli kupuje paczkę kawy, jak kończy mu się poprzednia, a nie jak kupi drugą za grosz. Potrafi pominąć promocję, bo przecież potrzebował tylko paczki kawy. Za tydzień kupi drugą nie za grosz, a za siedem złotych. Jego skłonność do oszczędności to dokładne rozliczanie wydatków. Robię zakupy w ciągu tygodnia, powiedzmy wydaję 50 złotych, w piątek robi zakupy mąż - przy kasie zawsze zwraca się w moim kierunku - masz jakieś pieniądze? bo może być więcej...nieważne, że ja gotuję, piorę itp. czyli bardziej udzielam się w domu, on liczy kasę i każdy musi mieć swoją. A jakby nie miał? co wówczas? trwałość związku pod znakiem zapytania, czy nieustanne wyrzeczenia i absolutny brak własnych potrzeb? Nie wiadomo, można się domyślać tylko, że trudniej. Nie należy jednak domyślać się co by było gdyby... Spontaniczność to też moja cecha była bardziej, jeżeli pozwalał na to czas, mąż planuje i bardzo nie lubi, jak coś przeszkodzi planom. A może przeszkodzić na przykład szef w pracy. Zaplanował dla nas miły wyjazd, nie będę mogła, mówię, bo nie dostanę wolnego w pracy, mówię. Postaraj się, przekonaj, słyszę...Cudem zaplanowałam kilka dni urlopu, myślę, nie dostanę dodatkowego dnia. Trudno, pojedziemy gdzieś razem w sobotę i zrekompensujemy tamten wyjazd. Sobota to dzień wolny przecież. Nasi bliźni mogliby być bardziej uczynni, myślę jeszcze. Zastępstwo mogłoby wyjść wówczas bez problemu.

sobota, 22 marca 2014

Wszeogarniająca depresja

Depresja to stan umysłu. Widok z okien mojej duszy  nie jest radosny.   Wszyscy dookoła mają problemy. Pani J. ma rentę jeden tysiąc złotych. Opłata mieszkaniowa pięćset złotych, lekarstwa trzysta, na życie ( jedzenie, ubranie) pozostaje jej 200 złotych. W Podobnej sytuacji jest pani C i pani A. W gorszej jeszcze sytuacji jest pani G. Ma tylko zasiłek na dzieci i małe niedochodowe gospodarstwo, dwa hektary z których opłaca CRUS bo musi, żeby go nie stracić.  Pani G. hoduje 50 kurek i obsiewa swoje dwa hektary jakimś zbożem, które potem kurki zjadają, ma też trochę warzyw na własny użytek. W gospodarstwie jest nieustanny deficyt. Schorowany jest mąż a i ona sama w nie najlepszej kondycji, nie mówiąc o wiecznie chorujących dzieciach, ale nikt nie składa dokumentów w ZUS, chociaż na pewno otrzymaliby rentę, może nawet i pani G a na pewno jej mąż...  Źródłem utrzymania rodziny była babcia, z niewysoką rentą, ale teraz babcia choruje i 80% renty idzie na potrzeby babci... W domu jest więc więc nieustanny płacz i narzekanie. Żeby powiększyć rodzinie nieszczęście odebrano zasiłek opiekuńczy na babcię, chociaż według danych na osobę w tej rodzinie ( opiekun + podopieczny) przypada dwieście złotych miesięcznie.... Więc odebranie zasiłku prawdopodobnie było bezprawne...W takiej sytuacji mało już obchodzą człowieka sytuacje w sąsiednich państwach. Tymczasem do okien puka już wiosna, kwiaty rozkwitają, gołębie radośnie skubią trawę, a jest ich w miastach prawie tyle co ludzi. Na wsi gołębi zdecydowanie mniej a i wróbli mniej, pod naszymi oknami w krzakach ligustru nieustannie ćwierkanie wróbli... Gołębie wychodzą z zimowej depresji, człowiek niezależnie od pór roku swoją przypadłość ma.

środa, 22 stycznia 2014

Lekarz rodzinny

Żeby zamówić wizytę lekarza rodzinnego należy zgłosić do przychodni potrzebę rano, koniecznie przed dziesiątą. Co zrobić, jeżeli o godzinie dwunastej stwierdzamy, że potrzebny jest kontakt z lekarzem, ponieważ nasiliły się objawy choroby, albo doszło do niegroźnego upadku, który lepiej jednak sprawdzić? LEKARZ DOMOWY JUŻ NIE PRZYJDZIE  a wystraszone poszkodowane osoby, przeważnie w poważnym wieku i z chorobami przewlekłymi dzwonią po pogotowie. Gdyby udało się zamówić lekarza rodzinnego do późnych godzin popołudniowych mniej by było wezwań pogotowia. Lekarze rodzinni boją się jednak obciążeń dodatkowych. Pogotowie w wypadku osób przewlekle chorych zawsze poratuje, jak nie zabierze na badania do szpitala, to da zastrzyk przeciwbólowy, zleci jak dalej postępować z dolegliwościami. Starszy niepełnosprawny człowiek często korzysta z karetek, one są dla niego i powinny być, bo jak zawieźć na przykład na prześwietlenie... karetką, jak do specjalisty? na rehabilitację? też karetką pogotowia. Może nie tą która akurat na sygnale powinna jechać,  tylko z innej dyspozytorni.