wtorek, 30 kwietnia 2013

Podatki to ciężki obowiązek

Z pola widzenia mojego miasta i mojej ulicy znikają małe sklepiki i małe zakłady przemysłowe, powód jest jeden - podatki. Ktoś prognozuje nawet, że wielka sieć marketów Carrefour również się wycofuje, że miała być rozbudowa a wszystko wskazuje na szybkie zamknięcie interesu. A oni podobno przez szereg lat byli zwolnieni z podatku. Dziwne jest to państwo, już nie ojczyzna co chroni ludzi i pozwala im się rozwijać a fiskus podatkowy. No tak, nie ma państwowych zakładów, okręgów przemysłowych, a już po 1920  roku były....prywatyzują się wszystkie instytucje, także banki, poczta, szkoły. Wszyscy zgodnie narzekają,  że podatek dochodowy i odprowadzany do ZUS jest za wysoki, podobno 40 %, ale musze to sprawdzić, bo to może nie jest prawda.  Chociaż jest sporo zwolnień z podatku w pierwszych latach działalności, firmy upadają a mogłoby być tak, że  w pierwszych trzech latach podatki by  wynosiły 5 %, w następnych 10%  w zależności od dochodów firmy ( tych dochodów na czysto, po opłaceniu  wydatków) pozostałoby do odprowadzenia  już  15 %  tam gdzie dochody przekraczałyby pewien limit, żeby jednak ci najlepiej sytuowani mogli być filarami państwa. Mnie się to bardziej podoba...Małe firmy, mniej dochodowe mają 10% podatku, duże, ale tylko wykazujące duże dochody 15%  początki po okresie zwolnienia od podatków 5%  Świetne lata dobrze prosperujących małych sklepików w erze Internetu minęły bezpowrotnie, jak się wydaje, a i duże markety mają problemy, chociaż korzystają z nich jeszcze bezrobotni i pracujący w niepełnym wymiarze godzin... a w soboty i niedziele rodziny...Większość  ludzi teraz zamawia towar przez Internet i to się już nie zmieni. Dostawcę wybiera się niekoniecznie ze swojego miasta czy regionu czasem decyduje korzystniejsza cena, czasem lepsza reklama... Samochody dostawcze nieustannie przemierzają sieć dróg, omijając płatne autostrady... Ciekawe czy można kupić bilet miesięczny albo kwartalny na korzystanie z autostrad na przykład w całej Polsce.... żeby było opłacalnie dla kierowcy... Swoją drogą, szkoda, że rozwiązano wiele kolejowych szlaków komunikacyjnych. Te były na pewno tańsze  w utrzymaniu niż autostrady... Można było towar dowieźć te dwa kilometry czy trzy, przeładować na kolej, po dowiezieniu samochód dostawczy z innego regionu  odbierałby z kolei i rozwoził do klientów...Ciekawe, czy to by nie było bardziej opłacalne....

środa, 24 kwietnia 2013

Uzdrowiciele

Czy bioenergoterapeuta może uzdrowić chorego człowieka? Czy bioenergoterapia to metoda leczenia, czy klasyczne uzdrowienie dotykiem. W katolicyzmie uzdrowienie jest nieodłącznie związane z wiarą. Uzdrawiał Pan Jezus, uzdrawiali też apostołowie, żeby ogłosić zmarłego świętym nie wystarczy opinia nieskazitelnego, pełnego dobrych uczynków życia i głębokiej wiary potrzebne są jeszcze cuda uzdrowienia, a te zdarzają się zarówno za życia jak po śmierci. Czy Pan Bóg może obdarzyć każdego charyzmą uzdrowiciela, jeżeli wierzymy, że Pan Bóg może wszystko, to wielu uzdrowicieli może być również wśród ludzi mniej świętych, a nawet takich którzy ze swojego daru zrobią sobie narzędzie pracy i zaczną tak zarabiać. Niestety można się też domyślić wielu szarlatanów spośród uzdrowicieli, ludzi którzy tylko udają, że uzdrawiają wykonują odpowiednie gesty, obdarowują ziołami. Dobry zielarz wart jest skarbu, każdy to wie, wiele chorób potrafi wyleczyć za pomocą bożej apteki, jeżeli wie na jakie choroby je stosować i jak dawkować, żeby przyniosły choremu ulgę, a nawet wyleczyły. zielarstwo jest więc metodą leczenia,  bioenergoterapia bardziej kojarzy się z uzdrowieniem dzięki specjalnemu darowi otrzymanemu od Boga, to tak jak jasnowidzenie, też może być charyzmatem otrzymanym od Boga, a od człowieka będzie zależało, jak go użyje. Pamiętam wydarzenie przyjazdu do miasta Olsztyna uzdrowiciela Harrisa, był rok chyba 1984, uzdrowiciel przyjmował w kościele katolickim, stał przed głównym ołtarzem, księża byli bardzo przejęci tą sytuacją i na pewno odprawili niejedną mszę w intencji wielu uzdrowień. Przy świątyni od wczesnych godzin porannych gromadzili się ludzie, niektórzy czekali już od poprzedniego dnia. Potem przez cały dzień Harris dotykał dłońmi twarzy, głowy, piersi, jednym słowem miejsca,  w którym chory odczuwał ból. Ponieważ kolejka była długa natychmiast ministranci i młodzież z oazy katolickiej i studenci włączyli się w pomoc w kierowaniu kolejką, bo ludzie wiadomo, pchają się do przodu, usiłują ominąć kolejkę... Nie pamiętam, czy były zbierane dla uzdrowiciela opłaty, czy tylko dar serca. Niektórzy odchodząc mówili o dziwnym prądzie który przenikał całe ciało, a nawet o uśmierzeniu bólów, wielu nic nie odczuło jednak, czy to oznacza, że w kontakcie z uzdrowicielem obdarzonym charyzmą również nie każdy może zostać uzdrowiony, bo to Bóg decyduje, nie człowiek.   Było to na pewno duże wydarzenie zarówno w życiu miasta jak każdego z chorych.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Cyganie

Cyganie to naród bez ojczyzny, a jednak od wielu wieków kultywuje swoje odrębne obyczaje, język, tradycję. Dlatego zasługuje na największy szacunek.  Na wozach poruszali się po Polsce zapewne jeszcze w czasach feudalnego poddaństwa chłopa i jako ród wolny, handlujący różnymi przedmiotami użytku codziennego, a także końmi  byli szanowani. Chłopi zazdrościli im wolności i niejeden uciekinier znajdował schronienie w ich grupie wędrownej. To, że wędrowali w zwartej grupie rodzinnej pomogło im zachować swoją kulturę.  Mieli  dużo  przewoźnych kuźni i niejednemu szlachcicowi lub rycerzowi konie podkuwali i  wykuwali ozdobne bramy.  Byli też artystami, którzy umilali dworskie przyjęcia. Wielu naukowców zastanawiało się skąd pochodzi ta grupa etniczna. Do dzisiaj zdania są podzielone, najbardziej prawdopodobna wydaje się teza, że  są jednym z ludów zajmujących południowe tereny Cesarstwa Rzymskiego. Być może z rodu cygańskiego wywodzili się astrologowie nazywani magami, którym gwiazda ukazała miejsce narodzin Jezusa, Syna Bożego, stąd ich upodobanie do wróżbiarstwa i sztuk magicznych. Książęcy ród przepadł potem w powodzi dziejowej, miejsce które zamieszkiwali opanowały obce ludy,  a ci z Cyganów którzy ocaleli po wielkiej bitwie  wsiedli na wozy i powędrowali zatrzymując się w zaprzyjaźnionych dworach,  kultywując swoją sztukę wróżbiarstwa, wyrabiania naczyń i narzędzi z różnych metalowych stopów i podkuwania koni. Byli jednak zbyt mało liczni aby zająć nowe ziemie i je zaludnić, więc ojczyzną grupy stawały się kraje w których byli potrzebni ze względu na swoje umiejętności. Tam zamieszkiwał król cygański i wokół niego rozstrzygano różne spory wspólnoty.

sobota, 13 kwietnia 2013

Nauka języka obcego

Uczyć się należy w młodości, ale pamięć trzeba ćwiczyć w każdym wieku - tak myślę. Zaczęłam więc mały romans z angielskim, wzięłam trochę internetowych próbnych lekcji. Interesujące  są te nowe kursy, przede wszystkim ilustrowane, praca z lektorem,  zadania z możliwością sprawdzenia swojej wiedzy w powtórkach. Chciałam zakupić sobie jeden z ciekawszych kursów, takich ilustrowanych oczywiście, bo inaczej nie daję rady... ale mąż mi przyniósł płyty z biblioteki. Płyty mnie trochę rozczarowały. Poszłam więc do EMPIKU ale tam tylko angielski dla seniorów, jest jeszcze ostatnia Pawlikowska z płytą... najwięcej niemieckich kursów, trochę francuskich, hiszpańskich, chińskiego sporo, bo już kilka chińskich sklepów w mieście prosperuje całkiem dobrze. Dowiedziałam się też, że można zamówić książkę w Internecie na adres EMPIK i tam odebrać, że tak będzie taniej, niż przy dostawie do domu. Może i tak, pomyślę o tym. Jeszcze tylko muszę znaleźć kogoś, kto przekona mężą, że internetowe kursy nie gryzą. Na razie jest zdecydowanie na nie, cały czas jest mentorem gada jak najety - bo kupisz... a gdyby nawet, nie jego sprawa. Wygląda na to, że jego, bo on ma tuzin dzieci w domu... jest ostrożny... jest po prostu skąpy, i nawet jak wydaje się nie z jego pieniędzy to go boli... Gdyby nie nieustanne maile typu musisz jeszcze poćwiczyć, albo mamy ciekawą ofertę... które zapychają skrzynkę to by spokojnie człowiek przejrzał te lekcje próbne i albo kupił albo nie...Więc nieustanne maile nie przyczyniają się do świętego spokoju w domu. Mam w każdym razie te płyty i jak nie zdążę odnieść na czas to kary wyniosą więcej niż internetowy kurs... ale może uda się bez kary...

niedziela, 7 kwietnia 2013

Caritas

Dzisiejsza Niedziela Bożego Miłosierdzia skłania żeby myślami przynajmniej zainteresować się losem bliźniego. Oj nielekki on, niedaleko mojego domu, w Parafii p.w. Świętej Rodziny  znajduje się stołówka "Caritas" parafialnego, zdaje się jedyna taka w mieście 120-tysięcznym gdzie nikomu nie odmawiają zupy. Inne parafie nie zajmują się wydawaniem obiadów, ale punkty "Caritas są prawie wszędzie, tylko czynne przeważnie krótko, raz w tygodniu godzinę bez okresu wakacyjnego. Stołówce lokum w budynku parafialnym przy plebanii użyczył ksiądz proboszcz, jedyny taki w mieście... Kolejka ustawia się na pół godziny przed otwarciem i wydaje zupę do ostatniego talerza... co trwa tak mniej więcej godzinę, potem jeszcze chwilę rozdziela chleb. Przychodzą ludzie uzależnieni i obdarci tam... coraz więcej uzależnionych i obdartych, na początku korzystało trochę zwyczajnie biednych.. bez nałogów, ale ponieważ jakoś sobie radzą zrezygnowali na rzecz tych "najbrudniejszych" nad którymi mało kto się pochyla... Patrzę więc na stołówkowiczów i myślę, że takich miejsc powinno być więcej w mieście, bo pracy coraz mniej i niedługo tak będzie, że społeczeństwo podzieli się na pracujących i zasiłkowiczów tak w relacji  po 50% jednych i drugich. Zasiłkowicze pewnie będą korzystali ze stołówek na talony, a ci co bez talonów też sobie stołówkę znaleźć powinni. Przyszłe społeczeństwo będzie się rozwijało i duchowo i intelektualnie pod swoim drzewkiem "mango" i będzie się uczyło rezygnować z różnych bogactw, a pracujący będą sobie owszem mogli pozwolić na różne ciekawe rzeczy... telewizory i samochody ale nie będą mieli czasu z nich korzystać... Więc nasi kochani księża będą musieli opracować sobie trochę homilii takich budujących, dla bogatych, że należy pomagać biednym, że Pan Bóg wynagrodzi dobre serce, dla biednych - żeby pamiętali, że nie wolno więcej pragnąć, niż nas stać, jeżeli stać nas tylko na chleb, to dziękujmy Bogu za chleb i nie kradnijmy z domu sąsiada, chyba, że sam nam da. Niech nie kuszą nas sklepy, jak nie mamy pieniędzy na zakupy... itp. Po to te homilie, żebyśmy mieli szanse "anieleć" i zasłużyć na miłość bliźniego i niebo. Nam najbliższy nasz dom, rodzina, kościół, podwórze, ulica miasto, wieś.. w dziennik telewizyjny to już dalej nieco i on w kazaniu nie musi już być na pierwszym miejscu.