poniedziałek, 22 lipca 2013

Skarby

Miłośniczką książek byłam od zawsze, kupowałam je w księgarniach i antykwariatach. Te z księgarni pachniały farbą drukarską, antykwaryczne nabytki natomiast niosły w sobie różne zapachy, farba już wywietrzyła się, pachniały więc kurzem, czasem pleśnią, jak były źle przechowywane. Czasem niosły zapach kuchni albo stryszku czy szafy. Ale nie zapach się liczył, do odkrycia pozostawała bowiem treść lub fabuła. Odkryć można było czasem coś jeszcze - stare zdjęcia albo listy, czy rachunki które roztargniony właściciel pozostawił między kartkami, bo książki często służyły jako schowek dla takich pamiątek i jak antykwariusz nie zauważył "skarbu" przy sprzedaży nie odnalazł już właściciela. Przygodny kupujący stawał sie więc właścicielem książki z wkładką. Ale co zrobić ze starym listem czy zdjęciem, wyląduje w koszu, a jak kupującego zainteresuje to je gdzieś w swoich albumach przechowa i bedą się potomkowie zastanawiać długo, kto to jest na tym zdjęciu. A to zdjęcie to na pewno z lat dwudziestych, co to za wojsko było? Może koledzy dziadka, taty lub mamy -  zamknie historię.

piątek, 19 lipca 2013

Skrzydła

Na co aniołom skrzydła?
Ano po to, żeby mogły latać,
żeby mogły szybko przemieszczać się
po światach, niebach i zaświatach.
I na co jeszcze skrzydła?
Ano żeby mogły się nimi wachlować
w dni upalne, okrywać w zimie.
Tak  przyjemnie pod  pierzynką z pierza
marzą sobie anieli, a dookoła
pola całe w bieli...
Taki anioł, duszek świetlisty
utkany z marzeń jakże oczywistych
pomaga czasem w potrzebie -
przytuli myśli smutne,
szepnie do ucha zabawny wierszyk.
Swoje istnienie udowodnione
w Piśmie Świętym potwierdza
otulając  małe i duże dzieci
światłem nadziei i miłości.
Miło jest anioły w sercu gościć.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Poidełka

Lato gorące, cudowne słońce -  dla orzeźwienia kupujemy w sklepie spożywczym wodę mineralną albo inne napoje,  a tymczasem nasi mniejsi bracia ptaszki, kotki i inne stworzenia  otwierają z pragnienia dziobki i pyszczki. Kotki chowają się w cieniu, ptaszki lecą do strumyka w lesie być może, bo w zasiegu wzroku żadnej rzeczki ani źródełka nie widać. Dokarmiamy, owszem bezpańskie kotki, gołębiom oddajemy chleb,  a mało kto pomyśli o wystawieniu miseczki z wodą. A gdyby tak ustawić ładne poidełka już gotowe, tylko pilnować, żeby tam woda była. Dla kotów pod blokami, gdzieś u szczytu budynku, i dodatkowo  zraszacze trawy na trawnikach. To by się dopiero ptaszki ucieszyły...Myślę stawiając miseczkę z wodą pod blokiem. Bo nasi mniejsi bracia tak samo jak my odczuwają głód i pragnienie. Co prawda znajoma pani C. która od lat dokarmia gołębie narzeka mocno, że leniwe się zrobiły przez to dokarmianie. Robaczka tłustego zobaczyła na balkonie, obok gołąbek łepek przekrzywiał, ale robaczka nie próbował schwytać. Czekał na ziarno.

piątek, 5 lipca 2013

Opowiadanie


Grzesio

W życiu nic nie osiągniesz, jak nie będziesz walczyć o swoje, uczyli Grzesia rodzice. Grzesio od dziecka więc uczył się jak uczynić bliską sobie przestrzeń poddaną. Kiedy był mały wystawiał małe piąstki i inicjował nieduże potyczki z kolegami. Czasem przegrywał, to było bardzo bolesne, natomiast triumfu wygranej nikt mu nie mógł odebrać. Nauczył się chodzić środkiem chodnika z rozstawionymi na boki łokciami, dopóki był mały odskakiwał na brzeg chodnika  kiedy zbliżali się dorośli, ale jak dorósł dorośli musieli usuwać się na boki, inaczej dostawali bolesnego kuksańca od zadziornego spacerowicza. Z autobusu wyskakiwał tak szybko, że potrącał ociągające się babcie i dziadków. Jedynie matki z małymi dziećmi były bezpieczne, bo o ile na widok dorosłego czy podrostka serce Grzesia twardniało jak stal, o tyle małe dziecko wywoływało fale żywiołowej, nieposkromionej radości, tak jakby zawłaszczał sobie mały umysł.  Były chwile radości nieposkromionej, ale przy dłuższej zabawie Grzesio szybko się męczył i  odsyłał malucha mamie, czasem usiłował wychowywać, wtedy nieuchronne były klapsy i radość nieposkromiona ulatywała,  a w jej miejsce przychodziła irytacja.  Na szczęście maluchy są rozumniejsze od podrostków i słuchają starszych. Ambicją Grzesia były więc od dziecka osiągnięcia. Kiedy dorósł zauważył, że ma wiele „ponadczasowych myśli”, niektóre swoje,  inne zawłaszczone prosto z umysłów przyjaciół więc zaczął pisać. To było cudowne odkrycie, jego człowieczeństwo zostało potwierdzone, wkrótce wydał pierwszy własny tomik wierszy. Wzruszenie i pewność, że jest istotą szczególną sprawiły, że odsunął od siebie wszystkie  zajęcia domowe i  zatrudnił się w bibliotece. Ale wbrew pozorom, nie zyskał tam więcej czasu na pisanie, czytelnicy niektórzy byli irytujący… Nawyków nie zmienił, nadal wyskakiwał z autobusu jakby go kto gonił i szeroko rozstawiał łokcie w czasie spacerów. Ale kto by zwracał uwagę na takie drobiazgi.

Poranne zamyślenie

Na działkach zielono, bo deszcz padał przez kilka ostatnich dni, uwijają się   i brzeczą tam pszczoły i inne owady mimo niecnych i podstępnych działań właścicieli ogródków w których usiłowały się zadomowić. Jeszcze się uwijają, ale konieczne są apele o ochronę szczególnie pszczółek, bo  osy rzadziej lokują się przy domkach, częściej  bezpośrednio w ziemi. Na przykład   pod krzakami gęstego ligustru można się czasem natknąć na gniazdo os. I zdaje się tam sa bezpieczne. W tym roku sezon na dyniowate. Posadzona w porę cukinia pięknie zaściela spory teren na grządkach i nie wymaga pielenia. Fasolka udaje mi  się zawsze, nie ma większych wymagań glebowych. Z rzodkiewkami kłopot mam, bo często wyrastają mi w nasiona. Groszek posadzony na placyku po ognisku jesiennym ma śliczne strąki. Można sobie ognisko jesienne rozkładać w kilku miejscach, tam gdzie planuje się wiosną grządki i nie trzeba już potem nawozić. Soboty i niedziele we własnym ogródku to czas relaksu, spotkań z przyjaciółmi, to też miejsce zabaw dla dzieci i wnuków licznych posiadaczy działek. Ale i na osiedlu coś się zmienia na lepsze, budują nam nowy plac zabaw i na trasie wzdłuż ulicy między przystankami ustawione zostały ławki. Już nie bezpośrednio pod blokami, bo wieczorami zasiedlała je młodzież, ale na trasie spacerowej. To dobrze, dotychczas jedynym miejscem wypoczynku dla spacerowicza była ławka na  przystanku autobusowym. Tęsknię za urlopem, ale nie mam kiedy go wziąć, w drugiej połowie sierpnia dopiero. A może skusić się na kilka dni w lipcu?. Nie mąż też bierze urlop w sierpniu. Planujemy wyjazd na pielgrzymkę. Miła wiadomość dla wszystkich katolików jest taka, że ojciec Rydzyk otrzymuje koncesję dla TV TRWAM. Tym razem się udało, wiele marszów i petycji w obronie TV TRWAM zadziałało.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Bajki


Mała pszczółka Bzy

Był piękny wiosenny dzień, jak słodko pachniały rozkwitłe kwiaty wiśni. Wśród kwiatów uwijały się małe brązowo-złote  pszczoły. Stanęłam pod drzewem, brzęczenie było bardzo miłe, pszczółki miododajne pracowały bez wytchnienia wśród kwiatów. Od wielu lat usiłowały też zrobić sobie gniazdo w starej drewutni u sąsiada Rataja. Sąsiad Rataj jednak nie lubił owadów. Po ogrodzie biegała z piłką jego mała córeczka Amelka, mogła niechcący stanąć na pszczółkę,  ukąszenie broniącej się kruszyny mogło być nawet bolesne. Teraz też wypatrzył że  pszczoły robią sobie gniazdo między dwiema odchylającymi się deskami pod dachem drewutni. Amelka  rzucała wysoko kolorową  piłkę, pszczółki brzęczały radośnie wśród kwiatów. Nadszedł wieczór, cała rodzina pszczela sadowiła się w dzikim ulu w drewutni nie domyślając się niebezpieczeństwa. A ono było już bardzo blisko. Rataj przeciągał ogrodowy wąż do podlewania kwiatów w stronę miejsca, gdzie ulokowały się pszczoły. Za chwilę zimny strumień wody sięgnął do ula. Mimo, że był wieczór zagrożone pszczółki zaczęły wylatywać z gniazda, niezdarnie obsiadły pobliskie drzewa. Dzieło zniszczenia było ogromne, mimo to następnego dnia ocalałe z pogromu owady nadal radośnie brzęczały wśród kwiatów wiśni. MAMO, PSZCZOŁA, POPATRZ TUTAJ I TUTAJ. Amelka pokazywała palcem kwiatki… Rataj uśmiechał się chytrze, czekał na wieczór, wieczorem kiedy pszczółki na nowo usadowiły się w prowizorycznym ulu przystawił do ściany drewutni wysoką drabinę i uzbrojony w zakupiony w miejscowym supermarkecie środek owadobójczy na osy, pszczoły i szerszenie wspinał się po drabinie. Za chwilę rozpylił gęsty strumień gazu w widoczny otwór. Dzieło zniszczenia wydawało się być dokonane. Następnego dnia wśród kwiatów wiśni  można było zobaczyć nieliczne bardzo pszczoły.. Sąsiad Rataj znów wspinał się po drabinie, tym razem przed sobą na brzuchu zawiesił wiaderko z zaprawą murarską, która dokładnie zakleił  wszystkie szpary. Ul został unicestwiony bezpowrotnie. Amelka biegała z piłką. Z pobliskiego krzewu bzu  dobiegało  gwizdanie zdziwionego kosa. Zły człowiek zamieszkał, pszczoły wyginęły, zły człowiek zamieszkał, pszczoły wyginęły powtarzały sobie wróble, sójki, jaskółki a nawet sroki i gołębie które czasem odwiedzały ogród. Nie będzie miodu pisnęła mała myszka, która często odwiedzała spiżarnie i widziała w różnych domach słoje ze złocistym miodem… Miodu nie będzie popiskiwała smutno.

W nocy śniłam maleńką brązowozłotą pszczołę. Gdzie jesteś pszczółko?

Jarmark

Na placu w miasteczku rozłożyły się kolorowe stragany. Jarmark, jarmark zakrzyknęły radośnie dzieci a i starsi mieszkańcy ucieszyli się. Mała Zuzia wybrała się na jarmark z tatą, w kolorowej sukience i słonecznych okularach trzymając za rękę tatę wkroczyła na jarmarczny plac gdzie czekało tyle atrakcji. Przede wszystkim kolorowe stragany z zabawkami, balonami, gumą do żucia, lizakami, także kioski z wyszynkiem tam stały. Spacerowicze wybierali sobie kiełbaski z rożna, pyszne oscypki, gofry. Z prawej strony placu kręciły się karuzele. Ustawione też były gumowe zamki – zjeżdżalnie. Okoliczni rolnicy i właściciele kucyków urządzali  przejażdżki na kucach.  Pośrodku na scenie występowały znane i lubiane zespoły. Tato wygraj dla mnie zabawkę poprosiła w pewnym momencie Zuzia Ale te zabawki takie byle jakie, przecież masz w domu pluszaki – wybrzydzał tata. Tatusiu zobacz jakie ładne i każdy los wygrywa… usiłowała przekonać. Niestety rodzic pozostał nieugięty. To może pójdziemy na karuzelę, zobacz tam jest już Ania z mamą i Mirek z babcią – wiesz ten z naszego bloku… Nie pojedziesz na żadnej karuzeli, nie wiesz, że mam nadciśnienie… ale ja nie mam, to nic zakręci Ci się w głowie. Pójdziemy posłuchać muzyki.  Posłuchaj jak pięknie grają. Tylko nie rozglądaj się na boki, scena jest tam… Ach Ci ludzie gapią się nie wiadomo gdzie wszyscy. Słuchaj jak pięknie śpiewa solistka. Solistka miała silny dźwięczny głos. W pewnym momencie poprosiła – teraz wszyscy śpiewamy refren, powtarzajcie… Tata się nagle zdenerwował, żadnych refrenów, nie powtarzaj, ale wszyscy śpiewają, zobacz jak się bawią… żadnych refrenów, wracamy… pociągnął córeczkę, o mało nie łamiąc jej ręki… ale ja muszę śpiewać, chcę zostać solistką jak ta pani,  jak nie będę śpiewać nigdy nie zostanę piosenkarką. Ale już wracali do domu mijając stragany, budki z wyszynkiem, karuzele… To wtedy Zuzia postanowiła, że ucieknie… Ucieknie na pewno, tylko co powie mamusia… Widok zgaszonej, smutnej twarzy mamusi powstrzymał odważne myśli Zuzi. W końcu wracali do domu, nic takiego się nie stało, nie musi bawić się jak inne dzieci, nie zostanie też nigdy solistką. Po drodze spotkali kolegę taty, z jakim zapałem zaczął opowiadać o występie znanej piosenkarki. To jest talent, a jaki głos, zachwycał się, a kolega przytakiwał ze zrozumieniem. Ale już musimy lecieć, bo robi się późno a autobus nie czeka. Pożegnali się i pobiegli w kierunku przystanku.