wtorek, 6 sierpnia 2013

W Pszczelim Raju...



 

W Pszczelim Raju…

          Był piękny wiosenny dzień, jak słodko pachniały rozkwitłe kwiaty wiśni. Wśród kwiatów uwijały się małe brązowo-złote  pszczoły. Alicja stanęła pod drzewem, brzęczenie było bardzo miłe, pszczółki miododajne pracowały bez wytchnienia wśród kwiatów. Od wielu lat usiłowały też zrobić sobie gniazdo w starej drewutni u sąsiada Rataja. Ale ten miły pan nie lubił owadów. Po ogrodzie biegała z piłką jego mała córeczka Amelka, mogła niechcący stanąć na pszczółkę,  ukąszenie broniącego się owada mogło być nawet bolesne. Teraz też Rataj wypatrzył, że pszczoły robią sobie gniazdo między dwiema odchylającymi się deskami pod dachem drewutni. Amelka  rzucała wysoko kolorową  piłkę, pszczółki brzęczały radośnie wśród kwiatów.
   Nadszedł wieczór, cała rodzina pszczela sadowiła się w dzikim ulu w drewutni, nie domyślając się niebezpieczeństwa. A ono było już bardzo blisko. Rataj przeciągał ogrodowy wąż do podlewania kwiatów w stronę miejsca, gdzie ulokowały się pszczoły. Za chwilę zimny strumień wody dosięgnął  ula. Chociaż był wieczór, zagrożone pszczółki zaczęły wylatywać z gniazda, niezdarnie obsiadły pobliskie drzewa. Dzieło zniszczenia było ogromne, mimo to następnego dnia ocalałe z pogromu owady, nadal radośnie brzęczały wśród kwiatów wiśni.
      - Mamo, pszczoła. Popatrz tutaj i tutaj ! - Amelka pokazywała palcem   kwiatki…
Rataj uśmiechał się chytrze, czekał na wieczór, a kiedy pszczółki na nowo usadowiły się w prowizorycznym ulu, przystawił do ściany drewutni wysoką drabinę i uzbrojony w zakupiony w miejscowym supermarkecie środek owadobójczy na osy, pszczoły i szerszenie, wspinał się po drabinie. Za chwilę rozpylił gęsty strumień gazu w widoczny otwór. Dzieło zniszczenia wydawało się być dokonane. Następnego dnia wśród kwiatów wiśni,  można było zobaczyć już nieliczne tylko pszczoły. Sąsiad Rataj znów wspinał się po drabinie, tym razem przed sobą na brzuchu zawiesił wiaderko z zaprawą murarską, którą dokładnie zakleił  wszystkie szpary. Ul został unicestwiony bezpowrotnie.
Amelka biegała z piłką. Z pobliskiego krzewu bzu  dobiegało  gwizdanie
zdziwionego kosa.
     - Zły człowiek zamieszkał, pszczoły wyginęły !
To samo  powtarzały sobie wróble, sójki, jaskółki, a nawet sroki i gołębie, które czasem odwiedzały ogród.
      - Nie będzie miodu - pisnęła mała myszka, która często odwiedzała spiżarnie i widziała w różnych domach słoje ze złocistym miodem.
     - Miodu nie będzie  - popiskiwała smutno.
W nocy Alicja śniła maleńką brązowozłotą pszczołę.
     - Gdzie jesteś pszczółko?
Śniła,  że jest duszkiem pszczelim,  siedzi  w samochodzie i jedzie na letnisko. Stoi tam wiele ślicznych kolorowych domków. Puste od jesieni do czerwca domki z cienkimi ścianami z różnych materiałów są  ocieplane drewnem lub płytą  pilśniowa, przez co zyskują podwójne ściany i mają mnóstwo cudownych zakamarków. Mają też niezbyt szczelne drzwi i okna, bo wiadomo, że tam  zjeżdżają się rodziny latem, a wtedy jest ciepło. Te domki, to ulubione miejsce zakładania gniazd przez różne owady. Alicja zobaczyła, że Zyzy  ciotka małej pszczółki  Bzy, tam była w domku nad jeziorem Mamry w krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Miała śliczne gniazdo w starej szafce nad drzwiami. Rozpoczynał się miodowy sezon, pszczółki z ula wylatywały radośnie do sosnowego lasu, kołysały się na wrzosowych łodyżkach.
Świeciło słońce, czasem padał drobny deszcz, wtedy nie wychodziły z szafki nad drzwiami. Ul był wypełniony miodem, woskiem i krzątaniną pszczelej rodziny… Nikt nie spodziewał się najazdu, Zyzy  również,   tak tam było cicho i prześlicznie. Czuła się bardzo bezpiecznie. Tymczasem coraz bliżej był samochód z pieskiem i rodzinką Lutniaków. Wkrótce auto wypełnione gwarną  zgrają stanęło na letnisku. Weszli do domu i przede wszystkim obejrzeli zakątki.
        - No i mamy gości – skontaktował pan Lutniak.
        - Ano mamy -  stwierdziła pani Lutniakowa.
         - Dzieci idźcie się bawić ! -  zawołali i zgodnie  poszli do samochodu, gdzie między rzeczami umieścili przezornie różne spraye na owady, nie pierwszy raz mieli takich gości. Porządnie wypryskali cały domek, a sami pojechali do pobliskiego miasteczka na hot-dogi. Pogoda była prześliczna, w ulubionej przez wszystkich kawiarni miasteczka zebrało się letniskowe towarzystwo, byli tam nawet ich znajomi, dzieci więc mogły sobie odnowić ubiegłoroczną przyjaźń. Huśtały się wesoło na placu zabaw, galopowały na
konikach, wspinały się po ściance, niczym mali taternicy. Trzy godziny minęły szybciutko. Wracali w radosnych humorach. Po powrocie pani Lutniakowa pootwierała wszystkie drzwi okna, a rodzina zgodnie wymiatała martwe pszczoły, składając je na przygotowanych na ognisko drwach. Potem wszyscy śpiewali wesoło i piekli kiełbaski osadzone na patyczkach. Po pszczółkach nie pozostało już ani śladu. Nikt nie widział, jak do Pszczelego Raju  ulatywały ich malutkie duszyczki.
         Podobnie było nad naszym błękitnym Morzem Bałtyckim, otwierającym od północy żeglowanie statków do innych krajów, a nawet na cały świat. Tam małe pszczółki odurzone sprayami na owady wyleciały z domków na plaże… piasek był mokry, posiadały na piasku i już nie miały sił się podnieść. Leżały jak martwe na plaży, były głodne, nie miały gdzie wrócić, ich ule zostały doszczętnie zniszczone przez letników i było już za późno na założenie nowych. Alicja była pszczelim duszkiem, widziała te miejsca oraz wiele innych i płakała. Bo biedne pszczoły nie tylko nie mogły zrobić sobie domku, ale zagrożeniem były dla nich opylane środkami owadobójczymi pola, lasy i łąki. Jakby zabrakło im opieki Boga. I nagle zobaczyła, że nie tylko ludzie byli dla pszczółek zagrożeniem, wyłapywały je też niektóre ptaki, a położoną na uboczu prawdziwą  pasiekę  zaatakowały szerszenie. Jak  bardzo broniły się wtedy pszczoły ! Ale szerszeni było dużo i pasieka została okrutnie pobita. 
          Potem Alicja wzniosła się na prawdziwych skrzydłach do Pszczelego Raju i zobaczyła tam  prawdziwego Ducha Pszczół. Świeciło słońce, rosły stare drzewa ze wspaniałymi dziuplami, stały również ule jakby sporządzone przez ludzi. Niektóre były bardzo pięknie ozdobione, ich zwieńczeniem były korony kwiatów, takich jak ; tulipany, róże, słoneczniki, kwiaty wiśni, chabru, akacji, czeremchy oraz wielu innych pachnących roślin. Natomiast pozostałe wyglądały jak domy, też były bardzo funkcjonalne, a jeden z uli był w kształcie wiatraka, inny znów w kształcie starej dzwonnicy kościelnej. A także można było zauważyć ul wyrzeźbiony w postaci krasnalka ogrodowego - a w każdym była cała pszczela rodzina, Królowa Matka, robotnice i trutnie, które siedziały sobie w ulu i czekały, aż robotnice przyniosą im jadło. Były naprawdę bardzo leniwe, ale to dzięki nim Królowa Matka mogła znosić wielkie ilości jajeczek, z których wykluwały się potem małe pszczółki. Królowa mogła złożyć nawet około 
trzech tysięcy jajeczek dziennie, z których po trzech dniach  powstawały larwy. Żywiły się one mleczkiem pszczelim i bardzo szybko rosły. Następnie pojawiały się poczwarki pszczele, które stawały się już prawdziwymi pszczółkami, miały nawet skrzydła, ale jeszcze słabo wykształcone. Żeby dorosnąć, musiały sobie w ulu dobrze podjeść przygotowane przez robotnice jedzenie.  Wtedy zaczynało  tętnić  życie w ulach i całym Pszczelim Raju. Robotnice wiele razy dziennie wylatywały szukać miododajnych ziół i  kwiatów. Jedne leciały więc na Rajskie 
łąki i stamtąd przynosiły pełne naręcza pyłku z jasnoty, mniszka lekarskiego, chabru łąkowego, dziurawca , łubinu. Inne leciały do sadów, gdzie huśtały się na kwiatach rozkwitłych drzew : czereśni, wiśni, jabłoni, śliwy. Jeszcze inne leciały do lasu skąd przynosiły pyłek z sosny, świerka i modrzewia. Na Rajskich łąkach, polach i sadach nie było żadnych zagrożeń ani od ludzi, ani od ptaków czy innych owadów. W powietrzu unosił się słodki zapach nektaru. Pszczoły pracowały zgodnie ze swoim stanem. Jednym z ważnych zadań które wykonywały było zapylanie przez robotnice drzew, które dzięki temu rodziły owoce, poza tym robiły miód.
Dobrze tam było Alicji, żywiła się pyłkiem pszczelim, spadzią, miodem i owocami.  Ale ten stan nie mógł trwać wiecznie, musiała wrócić na ziemię.
           - Gdzie byłaś? - pytali znajomi. Uśmiechnęła się wtedy tajemniczo.
            - Nie uwierzycie, byłam w dalekiej podróży. Nikt nie uwierzyłby, gdybym powiedziała, że w Pszczelim Raju.
           - Pięć lat? To była bardzo długa podróż. Najważniejsze że wróciłaś -  cieszyli się.
          - A nas spotkało tyle nieszczęść. Wyobraź sobie, z okolicy wyginęły wszystkie pszczoły, nie wiadomo dlaczego. Nie mamy miodu, ostatnie zapasy zjedliśmy w ubiegłym roku. Ale to jeszcze nic, drzewa owocowe nie obrodziły, nie ma w okolicy wiśni, jabłek, śliwek, gruszek, warzyw też nie będzie. Miejscowi pasiecznicy szukają choćby jednego roju, ale do dzisiaj na próżno.     
            - Czy tam gdzie przebywałaś były pszczoły? - Alicja uśmiechnęła się.    
            - Jeszcze ile –pomyślała, ale to było w Pszczelim Raju.
            - Człowiek zawinił i teraz zbiera owoce złego postępowania –powiedziała.
            - Wiecie co, pomogę Wam odnaleźć pszczoły, może nie wszystko stracone, trzeba wybrać się w takie miejsce, gdzie nie ma letników, gdzie wieś i
miasto się kończy, gdzie nie opyla się ziemi środkami owadobójczymi. Jest nadzieja, że nie wszystko stracone.
- A ta sałatka z liści lebiody całkiem smaczna - dodała.
            -  Dobrze, że jeszcze lebioda została. Ale  jutro wybierzemy się w nową podróż, pojedziemy poszukać pszczelich rojów, to nie będzie łatwa wyprawa. Tak tęsknię za kromką chleba z miodem lipowym. A wy co wybieracie? Może wrzosowy będzie smaczny, a dla dzieci rzepakowy, bo jest bardzo słodki i świetnie rozsmarowuje się na kromkach. Jak znajdziemy roje i przeprosimy pszczoły za błędy ludzi, które spowodowały ich wyginięcie w naszej okolicy, to powstaną tutaj nowe świetnie prosperujące pasieki. Taki prawdziwy Pszczeli Raj.
 
 
 
Helena Murawska - Lenckowska