W Pszczelim Raju…
Był piękny wiosenny dzień, jak słodko
pachniały rozkwitłe kwiaty wiśni. Wśród kwiatów uwijały się małe
brązowo-złote pszczoły. Alicja stanęła
pod drzewem, brzęczenie było bardzo miłe, pszczółki miododajne pracowały bez
wytchnienia wśród kwiatów. Od wielu lat usiłowały też zrobić sobie gniazdo w
starej drewutni u sąsiada Rataja. Ale ten miły pan nie lubił owadów. Po
ogrodzie biegała z piłką jego mała córeczka Amelka, mogła niechcący stanąć na
pszczółkę, ukąszenie broniącego się
owada mogło być nawet bolesne. Teraz też Rataj wypatrzył, że pszczoły robią
sobie gniazdo między dwiema odchylającymi się deskami pod dachem drewutni.
Amelka rzucała wysoko kolorową piłkę, pszczółki brzęczały radośnie wśród
kwiatów.
Nadszedł wieczór, cała rodzina pszczela
sadowiła się w dzikim ulu w drewutni, nie domyślając się niebezpieczeństwa. A
ono było już bardzo blisko. Rataj przeciągał ogrodowy wąż do podlewania kwiatów
w stronę miejsca, gdzie ulokowały się pszczoły. Za chwilę zimny strumień wody
dosięgnął ula. Chociaż był wieczór,
zagrożone pszczółki zaczęły wylatywać z gniazda, niezdarnie obsiadły pobliskie
drzewa. Dzieło zniszczenia było ogromne, mimo to następnego dnia ocalałe z
pogromu owady, nadal radośnie brzęczały wśród kwiatów wiśni.
- Mamo, pszczoła. Popatrz tutaj i tutaj !
- Amelka pokazywała palcem kwiatki…
Rataj
uśmiechał się chytrze, czekał na wieczór, a kiedy pszczółki na nowo usadowiły
się w prowizorycznym ulu, przystawił do ściany drewutni wysoką drabinę i
uzbrojony w zakupiony w miejscowym supermarkecie środek owadobójczy na osy,
pszczoły i szerszenie, wspinał się po drabinie. Za chwilę rozpylił gęsty
strumień gazu w widoczny otwór. Dzieło zniszczenia wydawało się być dokonane.
Następnego dnia wśród kwiatów wiśni,
można było zobaczyć już nieliczne tylko pszczoły. Sąsiad Rataj znów
wspinał się po drabinie, tym razem przed sobą na brzuchu zawiesił wiaderko z
zaprawą murarską, którą dokładnie zakleił
wszystkie szpary. Ul został unicestwiony bezpowrotnie.
Amelka
biegała z piłką. Z pobliskiego
krzewu bzu dobiegało gwizdanie
zdziwionego
kosa.
- Zły człowiek zamieszkał, pszczoły
wyginęły !
To
samo powtarzały sobie wróble, sójki,
jaskółki, a nawet sroki i gołębie, które czasem odwiedzały ogród.
- Nie będzie miodu - pisnęła mała myszka,
która często odwiedzała spiżarnie i widziała w różnych domach słoje ze
złocistym miodem.
- Miodu nie będzie - popiskiwała smutno.
W
nocy Alicja śniła maleńką brązowozłotą pszczołę.
- Gdzie jesteś pszczółko?
Śniła, że jest duszkiem pszczelim, siedzi
w samochodzie i jedzie na letnisko. Stoi tam wiele ślicznych kolorowych
domków. Puste od jesieni do czerwca domki z cienkimi ścianami z różnych
materiałów są ocieplane drewnem lub
płytą pilśniowa, przez co zyskują
podwójne ściany i mają mnóstwo cudownych zakamarków. Mają też niezbyt szczelne
drzwi i okna, bo wiadomo, że tam
zjeżdżają się rodziny latem, a wtedy jest ciepło. Te domki, to ulubione
miejsce zakładania gniazd przez różne owady. Alicja zobaczyła, że Zyzy ciotka małej pszczółki Bzy, tam była w domku nad jeziorem Mamry w
krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Miała śliczne gniazdo w starej szafce nad
drzwiami. Rozpoczynał się miodowy sezon, pszczółki z ula wylatywały radośnie do
sosnowego lasu, kołysały się na wrzosowych łodyżkach.
Świeciło
słońce, czasem padał drobny deszcz, wtedy nie wychodziły z szafki nad drzwiami.
Ul był wypełniony miodem, woskiem i krzątaniną pszczelej rodziny… Nikt nie
spodziewał się najazdu, Zyzy również, tak tam było cicho i prześlicznie. Czuła się
bardzo bezpiecznie. Tymczasem coraz bliżej był samochód z pieskiem i rodzinką
Lutniaków. Wkrótce auto wypełnione gwarną
zgrają stanęło na letnisku. Weszli do domu i przede wszystkim obejrzeli
zakątki.
- No i mamy gości – skontaktował pan
Lutniak.
- Ano mamy - stwierdziła pani Lutniakowa.
- Dzieci idźcie się bawić ! - zawołali i zgodnie poszli do samochodu, gdzie między rzeczami
umieścili przezornie różne spraye na owady, nie pierwszy raz mieli takich
gości. Porządnie wypryskali cały domek, a sami pojechali do pobliskiego
miasteczka na hot-dogi. Pogoda była prześliczna, w ulubionej przez wszystkich
kawiarni miasteczka zebrało się letniskowe towarzystwo, byli tam nawet ich
znajomi, dzieci więc mogły sobie odnowić ubiegłoroczną przyjaźń. Huśtały się
wesoło na placu zabaw, galopowały na
konikach,
wspinały się po ściance, niczym mali taternicy. Trzy godziny minęły szybciutko.
Wracali w radosnych humorach. Po powrocie pani Lutniakowa pootwierała wszystkie
drzwi okna, a rodzina zgodnie wymiatała martwe pszczoły, składając je na
przygotowanych na ognisko drwach. Potem wszyscy śpiewali wesoło i piekli
kiełbaski osadzone na patyczkach. Po pszczółkach nie pozostało już ani śladu.
Nikt nie widział, jak do Pszczelego Raju
ulatywały ich malutkie duszyczki.
Podobnie było nad naszym błękitnym
Morzem Bałtyckim, otwierającym od północy żeglowanie statków do innych krajów,
a nawet na cały świat. Tam małe pszczółki odurzone sprayami na owady wyleciały
z domków na plaże… piasek był mokry, posiadały na piasku i już nie miały sił
się podnieść. Leżały jak martwe na plaży, były głodne, nie miały gdzie wrócić,
ich ule zostały doszczętnie zniszczone przez letników i było już za późno na
założenie nowych. Alicja była pszczelim duszkiem, widziała te miejsca oraz
wiele innych i płakała. Bo biedne pszczoły nie tylko nie mogły zrobić sobie
domku, ale zagrożeniem były dla nich opylane środkami owadobójczymi pola, lasy
i łąki. Jakby zabrakło im opieki Boga. I nagle zobaczyła, że nie tylko ludzie
byli dla pszczółek zagrożeniem, wyłapywały je też niektóre ptaki, a położoną na
uboczu prawdziwą pasiekę zaatakowały szerszenie. Jak bardzo broniły się wtedy pszczoły ! Ale
szerszeni było dużo i pasieka została okrutnie pobita.
Potem Alicja wzniosła się na
prawdziwych skrzydłach do Pszczelego Raju i zobaczyła tam prawdziwego Ducha Pszczół. Świeciło słońce,
rosły stare drzewa ze wspaniałymi dziuplami, stały również ule jakby
sporządzone przez ludzi. Niektóre były bardzo pięknie ozdobione, ich
zwieńczeniem były korony kwiatów, takich jak ; tulipany, róże, słoneczniki,
kwiaty wiśni, chabru, akacji, czeremchy oraz wielu innych pachnących roślin.
Natomiast pozostałe wyglądały jak domy, też były bardzo funkcjonalne, a jeden z
uli był w kształcie wiatraka, inny znów w kształcie starej dzwonnicy
kościelnej. A także można było zauważyć ul wyrzeźbiony w postaci krasnalka
ogrodowego - a w każdym była cała pszczela rodzina, Królowa Matka, robotnice i
trutnie, które siedziały sobie w ulu i czekały, aż robotnice przyniosą im
jadło. Były naprawdę bardzo leniwe, ale to dzięki nim Królowa Matka mogła
znosić wielkie ilości jajeczek, z których wykluwały się potem małe pszczółki.
Królowa mogła złożyć nawet około
trzech
tysięcy jajeczek dziennie, z których po trzech dniach powstawały larwy. Żywiły się one mleczkiem
pszczelim i bardzo szybko rosły. Następnie pojawiały się poczwarki pszczele,
które stawały się już prawdziwymi pszczółkami, miały nawet skrzydła, ale
jeszcze słabo wykształcone. Żeby dorosnąć, musiały sobie w ulu dobrze podjeść
przygotowane przez robotnice jedzenie.
Wtedy zaczynało tętnić życie w ulach i całym Pszczelim Raju.
Robotnice wiele razy dziennie wylatywały szukać miododajnych ziół i kwiatów. Jedne leciały więc na Rajskie
łąki
i stamtąd przynosiły pełne naręcza pyłku z jasnoty, mniszka lekarskiego, chabru
łąkowego, dziurawca , łubinu. Inne leciały do sadów, gdzie huśtały się na
kwiatach rozkwitłych drzew : czereśni, wiśni, jabłoni, śliwy. Jeszcze inne
leciały do lasu skąd przynosiły pyłek z sosny, świerka i modrzewia. Na Rajskich
łąkach, polach i sadach nie było żadnych zagrożeń ani od ludzi, ani od ptaków
czy innych owadów. W powietrzu unosił się słodki zapach nektaru. Pszczoły
pracowały zgodnie ze swoim stanem. Jednym z ważnych zadań które wykonywały było
zapylanie przez robotnice drzew, które dzięki temu rodziły owoce, poza tym
robiły miód.
Dobrze
tam było Alicji, żywiła się pyłkiem pszczelim, spadzią, miodem i owocami. Ale ten stan nie mógł trwać wiecznie, musiała
wrócić na ziemię.
- Gdzie byłaś? - pytali znajomi.
Uśmiechnęła się wtedy tajemniczo.
- Nie uwierzycie, byłam w dalekiej
podróży. Nikt nie uwierzyłby, gdybym
powiedziała, że w Pszczelim Raju.
- Pięć lat? To była bardzo długa
podróż. Najważniejsze że wróciłaś -
cieszyli się.
- A nas spotkało tyle nieszczęść.
Wyobraź sobie, z okolicy wyginęły wszystkie pszczoły, nie wiadomo dlaczego. Nie
mamy miodu, ostatnie zapasy zjedliśmy w ubiegłym roku. Ale to jeszcze nic,
drzewa owocowe nie obrodziły, nie ma w okolicy wiśni, jabłek, śliwek, gruszek,
warzyw też nie będzie. Miejscowi pasiecznicy szukają choćby jednego roju, ale
do dzisiaj na próżno.
- Czy tam gdzie przebywałaś były
pszczoły? - Alicja uśmiechnęła się.
- Jeszcze ile –pomyślała, ale to
było w Pszczelim Raju.
- Człowiek zawinił i teraz zbiera
owoce złego postępowania –powiedziała.
- Wiecie co, pomogę Wam odnaleźć
pszczoły, może nie wszystko stracone, trzeba wybrać się w takie miejsce, gdzie
nie ma letników, gdzie wieś i
miasto
się kończy, gdzie nie opyla się ziemi środkami owadobójczymi. Jest nadzieja, że
nie wszystko stracone.
-
A ta sałatka z liści lebiody całkiem smaczna - dodała.
- Dobrze, że jeszcze lebioda została. Ale jutro wybierzemy się w nową podróż,
pojedziemy poszukać pszczelich rojów, to nie będzie łatwa wyprawa. Tak tęsknię
za kromką chleba z miodem lipowym. A wy co wybieracie? Może wrzosowy będzie
smaczny, a dla dzieci rzepakowy, bo jest bardzo słodki i świetnie rozsmarowuje
się na kromkach. Jak znajdziemy roje i przeprosimy pszczoły za błędy ludzi,
które spowodowały ich wyginięcie w naszej okolicy, to powstaną tutaj nowe
świetnie prosperujące pasieki. Taki prawdziwy Pszczeli Raj.
Helena Murawska - Lenckowska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz