Pogezana
Kochane
dzieci, kraina w której leży Elbląg to pruska Pogezania. Nazwę swą, kraj
zarośli otrzymała ponieważ tak właśnie wyglądała roślinność tej ziemi. Bagna,
sitowie, ciernista jeżyna i olszyna.
Więc
nazwa od sitowia. A może po ślicznej kapłance, wróżbitce, córce pewnego możnego
człowieka, kogoś z najbliższej świty przywódcy plemienia Prusów zamieszkującego
dzisiejsze elbląskie okolice, którą oddał bogom na służbę. Nic o nim nie wiemy,
córka natomiast miała na imię Pogezana.
Pląsam
w Świętym Gaju,
wianek
mam na głowie,
choć
bliżej, nie bój się
co
cię czeka, powiem.
Pogezano,
Pogezano,
czoło
ci się chmurzy!
-Jakiś
cień na drodze,
orszak
widzę duży,
może
obce wojsko,
może
osadnicy.
Teraz
widzę lepiej,
to
chyba pątnicy.
Pojedziesz
za nimi
daleko,
w obce kraje
kiedy
wrócisz ?
nie
wiem, wróżba
nie
podaje.
Dziękuję
za wróżbę
i
nisko się kłaniam.
Żegnaj,
Święty Gaju
żegnaj
Pogezana!
Pojechał
młody Prus w obce kraje, bo ciekawy był
Świata bardzo, a młoda wróżbitka jeszcze go do tego wyjazdu zachęciła. Może
trafił do chrześcijan. Kto wie. Historia nie podaje, a przecież wkrótce Świętopełk bardzo życzliwie orszak Wojciechowy przyjmował. Nawet łodzi użyczył
dla przewiezienia misjonarzy chrześcijańskich przez Zalew Wiślany do osady Truso
Święty Wojciech i Korona Męczeństwa
po pruskiej ziemi,
błogosławi lud.
W dłoniach niesie monstrancję
a w niej hostii cud.
Płynie łodzią biskup Wojciech
przez Zalew Wiślany do Truso,
starszyzna pruska go przyjmuje,
nad nim orzeł polatuje
z koroną męczeństwa w dziobie.
Pruscy wojownicy
wymachują mieczami.
Wracaj skąd przybyłeś mężu!
Nie ma dla ciebie miejsca
między nami.
Zamyślony biskup Wojciech
wsiada do łodzi,
nad nim orzeł polatuje,
korony męczeństwa pilnuje.
Brat Radzim
Gaudenty
i prezbiter Bogusza
Benedykt
zasiedli do wioseł.
Zatrzymali się na brzegu
tam gdzie gaj dębowy,
tam złożyli do snu
swe zmęczone głowy.
Orzeł usiadł na dębinie,
pierwszy pogoń
zobaczył,
wydał głośny okrzyk
i pobudził braci.
Pochowali się więc szybko
w przybrzeżnej olszynie,
został tylko biskup Wojciech
czekał, aż pruska łódź przypłynie.
Był bez broni, a oni z mieczami!
Dopełniła się miara męczeństwa,
Boże zmiłuj się nad chrześcijanami
i ich braćmi poganami.
Zaniósł
kapłan Wojciech do nieba
modlitwę ostatnią,
podczas gdy pruski wojownik
na dzidę jego świętą głowę zatknął.
Jak się król Bolesław Chrobry
o śmierci biskupa dowiedział,
natychmiast poselstwo wysłał
po święte ciało, żeby się w obcej
Orzeł wracał z nimi do Gniezna.
Koronę męczeństwa na głowę
świętego Anioł męstwa nałożył
a tłum wiernych chrześcijan
pokłon mu złożył w Katedrze
Gnieźnieńskiej.
Piekarczyk
( opowiadanie z polskiego Elbląga)
Elbląskie Święto Chleba
Codziennie
wczesnym rankiem,
idzie
do pracy młody piekarczyk.
Dzwonią
dzwony na kościele,
Świętego
Mikołaja,
- pomodlę się,
myśli.
I
śpieszy w kierunku otwartej
staromiejskiej
bramy oczywiście,
skąd
głos dzwonów pięknego
kościoła
na modlitwę
wiernych
woła.
Nagle
co to? biegną ludzie,
krzyczą coś, przerażeni chyba.
-
Najazd, napad ,zamykajcie bramę,
zamykajcie
bramę, rozlega się dookoła,
już
ostatni skoczyli w kierunku bramy,
prędko
za nimi piekarczyk mały.
Obejrzał
się za siebie
i
widzi rycerzy krzyżackich
mrowie.
-
Nie zdążę, myśli. ratuj
Najświętsza
Panienko.
co
robić? prędko, prędko!
Chwyta
za łopatę. Łopata
na
szczęście metalowa, i w dodatku
całkiem
nowa, ostra.
Przeciął
linę. Opadła krata.
Uratowany
i on i ci co tutaj
mieszkają
ludzie. Cudem.
Tak
będą mówić, o cudzie.
miasto
go przecież sowicie nagrodzi.
Może
z chorągwią cechową pójdzie.
Na
wieki w Miejskiej Księdze się znajdzie.
Minęło wiele wieków historii miasta Elbląga, różne to były dzieje, pozostała jednak Księga Miejska, opowieść średniowieczna o męczeństwie świętego Wojciecha i legenda o piekarczyku. Pozostała brama na której w kamieniu widnieje wyraźnie wyryta forma łopaty piekarskiej .

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz