sobota, 28 września 2013

Dziki

Od dziesięciu lat po osiedlu w którym mieszkam jesienią wędrują dziki. Niegdyś podchodziły pod śmietniki, odkąd jednak śmietniki obudowano ryją pod drzewami, najchętniej w bujnej  w trawie. Szukają tam pożywienia.   Wiadomo, że ich naturalne żerowiska się wyraźnie z każdym rokiem zmniejszają, bo powstają nowe osiedla. Ostatnio odbiera im się teren po byłym poligonie. Powstaje tam centrum technologiczne, a to od końca lat dziewięćdziesiątych  było ulubione miejsce dzików i grzybiarzy. Na moim osiedlu zwierzęta te bardzo polubiły trawnik przy szkole i przedszkolu. W tym roku przekopały go dokładnie. Ale zawiadomiono już odpowiednie służby i teraz wieczorami w miejscach skąd wychodzą z głebokiego leśnego jaru słychać strzały z broni palnej. Albo są odławiane, albo odstraszane tylko. W niektórych miejscach ustawia się na nie klatki z pułapką. Ludzie jak ludzie, niektórzy dziki dokarmiają i mówią, że niegroźne, że jak z gołębiami da się z nimi mieszkać, ale większość boi się wieczorem przechodzić przez ich ulubioną łączkę przy szkole. A dzieci mają i wieczorem zajęcia pozalekcyjne, powiedzmy do dwudziestej... Do przedszkola natomiast matki prowadzą dzieciaki już na szóstą rano. Znajomi opowiadają, wczoraj widziałem watachę złożoną z dziesięciu  dzików, a ja sześć widziałam. Mogą być niebezpieczne, jak się je podrażni, nie boja się ani ludzi ani samochodów...Dziku, dziku wracaj w knieje, każdy ci to powie, człowiek ciebie nie udomowi. Taki to problem dzikowy powtarza się każdej jesieni. Podobno odłowione wywozi się do puszczy, ano niech tam żyją pod prastarymi dębami, a nasze osiedle jak najrzadziej odwiedzają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz