wtorek, 22 października 2013

Opowiadania


Ryba

Nie przepadam za rybami, ale czasem mam ochotę na zakup czegoś konkretnego i uznanego za konieczne uzupełnienie posiłku. Zakupiłam więc  rybę, okazałego dorsza, szczęśliwa wróciłam  do domu. Rozpakowałam  dorsza, obejrzałam z każdej strony, zapach miał dosyć intensywnie rybny, ale lśniące łuski przekonały mnie, że do spożycia się nadaje. W momencie kiedy rozpoczęłam filetowanie rybki wszedł mąż. Coś ty kupiła- zakrzyczał, śmierdzi w całym domu, wyrzuć to natychmiast.-  To ryba, dorsz, wiem, że lubisz, chciałam ci zrobić niespodziankę-  Nie będę jadł żadnej ryby, dlaczego dorsz, z morza, nie kupuje się ryby z morza.-  Chwycił dorsza i włożył do zamrażarki. – Masz babo placek, myślę, trzeba było kupić ciasto. Trudno. -  Odczekałam 5 minut i wyjęłam rybkę z zamrażarki. Obrażony mąż krzyczał jeszcze, że chcę nas wszystkich potruć, że w samochodach nie mają zamrażarek… A ja rozmyślałam, rybka o piątej rano  wyjechała  od rybaków, teraz czternasta, jesień, dzień dosyć chłodny. Wyjęłam dorsza z zamrażarki, żadnego zapachu już nie poczułam, umyłam skropiłam cytryną, oprószyłam mąką i wrzuciłam na patelnię. Obsmażyłam konkretnie z każdej strony, wyjęłam chleb i zjadłam jeden kawałek, smaczny był. Ale mężowskie gadanie zrobiło swoje, kiedy rozpoczynałam drugi kawałek, zaczął wydawać mi się nieco słodkawy, czy dorsz może być słodki, może faktycznie nieświeży. Trudno zjadłam drugi kawałek i resztki wyrzuciłam kotom. Nigdy nie przepadałam za rybami. Męża nie próbowałam częstować.

Ekstremalna zjeżdżalnia

Wybraliśmy się na urlop do znanej miejscowości turystycznej. Tam poszliśmy na termy, to teraz takie modne kąpiele lecznicze. Zachwyciły nas tam baseny z ciepłą wodą i bąbelkami były też baseny z falą, kryte i pod gołym niebem, oświetlone z możliwością oglądania filmów i programów telewizyjnych. Fale nie miały barierek, i trudno było stamtąd wyjść, komuś, kto nie umie pływać. Młodzież korzystała ze zjeżdżalni, również tych ekstremalnych, czyli dosyć niebezpiecznych dla laika. Wybraliśmy się i my na zjeżdżalnię, ta z której zjeżdżało się na kołach wydawała nam się niebezpieczna, poszliśmy więc wyżej w kierunku ekstremalnej, kiedy przekroczyliśmy poziom trzeciego piętra wystraszyłam się -  nie jadę -  mówię do męża-  wracam-  i szybko, żeby nie zdążył mnie zatrzymać zbiegłam po schodach na dół. Z ciekawością obejrzałam wylot każdej ze zjeżdżalni, koła wypływały łagodnie, czerwona zjeżdżalnia wyrzucała amatorów kąpieli leciutko. Zielona za to z wielkim hałasem i wodospadem fali. Tutaj zaczekam, pomyślałam, nie wiedziałam z której zjeżdżalni ( w ciemnej rurze ) skorzysta mąż. Zanurzyłam nogi w brodziku. Wtedy podszedł do mnie ratownik,-  niech pani stąd odejdzie -  powiedział -  tutaj są tylko zjeżdżający, nie wolno moczyć nóg, niech pani sobie wyobrazi, że zjeżdżający wpada na panią, może złamać nogę  -  Niemożliwe, żeby tutaj go wyrzuciło - , pomyślałam. Ratownik odszedł, stanęłam przy brodziku, czerwona rura wyrzucała śmiałków bezpiecznie, z ekstremalnej zielonej wychodzili nieco przerażeni, ale wychodzili na własnych nogach. Nagle zobaczyłam męża, wyrzuciła go zielona rura, leżał na dnie brodziku, nie ruszał ręką ani nogą -  To niemożliwe, żeby się utopił,-  pomyślałam -  ile czasu tam się zjeżdża, dwie minuty?, może?  - skoczyłam do brodziku, chwyciłam go za ramiona, a może raczej za głowę, żeby wydobyć ją  jak najszybciej spod wody -  pomóżcie chłop mi się utopi.-  wykrzyczałam do radosnych turystów spod zjeżdżalni-  gdzie ratownik-  nie dawałam rady postawić męża na nogi. Na szczęście  ratownik był blisko i podszedł do nas. Udało mu się postawić męża na nogi i wyciągnąć na brzeg gdzie szybko odzyskał przytomność. Przygoda z ekstremalną zjeżdżalnią na długo pozostanie w naszej pamięci.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz