Grzesio
W życiu nic
nie osiągniesz, jak nie będziesz walczyć o swoje, uczyli Grzesia rodzice. Grzesio
od dziecka więc uczył się jak uczynić bliską sobie przestrzeń poddaną. Kiedy był
mały wystawiał małe piąstki i inicjował nieduże potyczki z kolegami. Czasem
przegrywał, to było bardzo bolesne, natomiast triumfu wygranej nikt mu nie mógł
odebrać. Nauczył się chodzić środkiem chodnika z rozstawionymi na boki
łokciami, dopóki był mały odskakiwał na brzeg chodnika kiedy zbliżali się dorośli, ale jak dorósł
dorośli musieli usuwać się na boki, inaczej dostawali bolesnego kuksańca od
zadziornego spacerowicza. Z autobusu wyskakiwał tak szybko, że potrącał ociągające
się babcie i dziadków. Jedynie matki z małymi dziećmi były bezpieczne, bo o ile
na widok dorosłego czy podrostka serce Grzesia twardniało jak stal, o tyle małe
dziecko wywoływało fale żywiołowej, nieposkromionej radości, tak jakby zawłaszczał
sobie mały umysł. Były chwile radości
nieposkromionej, ale przy dłuższej zabawie Grzesio szybko się męczył i odsyłał malucha mamie, czasem usiłował
wychowywać, wtedy nieuchronne były klapsy i radość nieposkromiona ulatywała, a w jej miejsce przychodziła irytacja. Na szczęście maluchy są rozumniejsze od
podrostków i słuchają starszych. Ambicją Grzesia były więc od dziecka osiągnięcia.
Kiedy dorósł zauważył, że ma wiele „ponadczasowych myśli”, niektóre swoje, inne
zawłaszczone prosto z umysłów przyjaciół więc zaczął pisać. To było cudowne
odkrycie, jego człowieczeństwo zostało potwierdzone, wkrótce wydał pierwszy
własny tomik wierszy. Wzruszenie i pewność, że jest istotą szczególną sprawiły,
że odsunął od siebie wszystkie zajęcia
domowe i zatrudnił się w bibliotece. Ale
wbrew pozorom, nie zyskał tam więcej czasu na pisanie, czytelnicy niektórzy
byli irytujący… Nawyków nie zmienił, nadal wyskakiwał z autobusu jakby go kto
gonił i szeroko rozstawiał łokcie w czasie spacerów. Ale kto by zwracał uwagę
na takie drobiazgi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz