piątek, 5 lipca 2013

Opowiadanie


Grzesio

W życiu nic nie osiągniesz, jak nie będziesz walczyć o swoje, uczyli Grzesia rodzice. Grzesio od dziecka więc uczył się jak uczynić bliską sobie przestrzeń poddaną. Kiedy był mały wystawiał małe piąstki i inicjował nieduże potyczki z kolegami. Czasem przegrywał, to było bardzo bolesne, natomiast triumfu wygranej nikt mu nie mógł odebrać. Nauczył się chodzić środkiem chodnika z rozstawionymi na boki łokciami, dopóki był mały odskakiwał na brzeg chodnika  kiedy zbliżali się dorośli, ale jak dorósł dorośli musieli usuwać się na boki, inaczej dostawali bolesnego kuksańca od zadziornego spacerowicza. Z autobusu wyskakiwał tak szybko, że potrącał ociągające się babcie i dziadków. Jedynie matki z małymi dziećmi były bezpieczne, bo o ile na widok dorosłego czy podrostka serce Grzesia twardniało jak stal, o tyle małe dziecko wywoływało fale żywiołowej, nieposkromionej radości, tak jakby zawłaszczał sobie mały umysł.  Były chwile radości nieposkromionej, ale przy dłuższej zabawie Grzesio szybko się męczył i  odsyłał malucha mamie, czasem usiłował wychowywać, wtedy nieuchronne były klapsy i radość nieposkromiona ulatywała,  a w jej miejsce przychodziła irytacja.  Na szczęście maluchy są rozumniejsze od podrostków i słuchają starszych. Ambicją Grzesia były więc od dziecka osiągnięcia. Kiedy dorósł zauważył, że ma wiele „ponadczasowych myśli”, niektóre swoje,  inne zawłaszczone prosto z umysłów przyjaciół więc zaczął pisać. To było cudowne odkrycie, jego człowieczeństwo zostało potwierdzone, wkrótce wydał pierwszy własny tomik wierszy. Wzruszenie i pewność, że jest istotą szczególną sprawiły, że odsunął od siebie wszystkie  zajęcia domowe i  zatrudnił się w bibliotece. Ale wbrew pozorom, nie zyskał tam więcej czasu na pisanie, czytelnicy niektórzy byli irytujący… Nawyków nie zmienił, nadal wyskakiwał z autobusu jakby go kto gonił i szeroko rozstawiał łokcie w czasie spacerów. Ale kto by zwracał uwagę na takie drobiazgi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz